„Gorący lód” – recenzja

Recenzja książki „Gorący lód”.
Pościgi po Nowym Jorku, strzelanina, ukryty na Madagaskarze skarb i dwoje obcych ludzi łączących siły, by go odnaleźć – to wszystko ujęła Nora Roberts w książce „Gorący lód”...

- doskonałej mieszance sensacji i romansu.

Whitney McAllister, dziedziczka fortuny, młoda i nieco zblazowana kobieta wraca do domu w Nowym Jorku po niezbyt udanej podróży do Paryża. Nie jest zadowolona ze swojego dotychczasowego, nudnego życia, więc jak z nieba spada jej Doug Lord – mężczyzna o wątpliwej reputacji, który wykorzystuje jej auto, by uciec przed ścigającymi go bandytami. To zrządzenie losu (i fakt, że Doug jest bez grosza, a jego prześladowcy są niebezpieczni) sprawia, że Whitney nie ma wyjścia i razem z Lordem wyrywa się ze swojego życia wprost w egzotyczne scenerie Madagaskaru. Celem poszukiwań jest skarb, pochodzący z czasów rewolucji francuskiej, a stawką życie.

Brakowało mi dobrej lektury, więc po nową powieść Nory Roberts sięgnęłam jak po pewnik. Twórczość autorki poznałam kilka lat temu (zachwycając się trylogią „Znak Siedmiu”) i byłam przekonana, że „Gorący lód” mnie nie rozczaruje – nie myliłam się. Książkę słusznie określono mianem „doskonałego koktajlu sensacji i romansu” – chociaż wątek romantyczny faktycznie przewija się w powieści, to jest on zaznaczony na tyle subtelnie, że nie przysłania akcji, zbudowanej w mistrzowski sposób. Nie brakuje dreszczyku emocji i niespodziewanych zwrotów, a fabuła trzymają w napięciu dosłownie do samego końca. Bohaterowie stworzeni przez Norę Roberts mają bogatą osobowość, która ujawnia się w uszczypliwych, nieco ironicznych i zabawnych dialogach, i ewoluują wraz z biegiem zdarzeń. Oczywiście nie jest to diametralna i nieoczywista zmiana, bo można ją przewidzieć na początku lektury, ale następuje na tyle stopniowo, że nie drażni czytelnika.

Bardzo duży atut powieści to oczywiście obszerne, ale nie nudne opisy. Autorka słynie z bogatych i udanych stylistycznie wypowiedzi literackich, które w odpowiedni sposób spowalniają akcję, by popchnąć ją w nowym kierunku. Zazwyczaj długie wtręty historyczne czy kulturowe sprawiały, że przewracałam kartkę bez czytania, ale tym razem wątki związane z Marią Antoniną, historią Francji, czy nawet dotyczące kultury plemion żyjących na Madagaskarze i geografii czytałam jednym tchem – zostały dobrze wplecione w fabułę i były wręcz niezbędne do pełnego jej zrozumienia i towarzyszenia Whitney i Dougowi w przygodzie.

Zdecydowanie polecam „Gorący lód” zarówno miłośnikom twórczości Nory Roberts jak i po prostu fanom książek przygodowych czy sensacyjnych z odpowiednio wyważoną dawką romansu. Czyta się dosłownie jednym tchem i zostawia poczucie dobrze spędzonego czasu – świetna powieść na wiosenne, deszczowe wieczory.

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

Nora Roberts, „Gorący lód”. Świat Książki, Warszawa, 2015.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat