„Gorączka świątecznej nocy” – recenzja

Recenzja książki „Gorączka świątecznej nocy”.
Nieprzewidziane skutki pseudorodzinnego wyjazdu.

Idea wspólnego spędzenia świąt przez rozwodników Claire i Matta oraz ich siedmioletnią córkę Scarlett wydaje się doskonałą okazją do pielęgnacji zaniedbywanych na co dzień więzi. Kiedy jednak dodamy do listy gości aktualnych partnerów: Patricka i Alex oraz króliczy wytwór wyobraźni dziecka, możemy zacząć poddawać w wątpliwość poczytalność pomysłodawcy. To po prostu nie mogło się udać. Pozostawała tylko kwestia, czy przyglądanie się wydarzeniom z pozycji widza okaże się doświadczeniem tragikomicznym, czy czysto tragicznym i przyprawiającym o ból zębów.

Niepotrzebne zamieszanie dodatkowo wprowadziły okładkowe zapewnienia, iż „Gorączkę świątecznej nocy” pokochają fani „To właśnie miłość”, „The Holiday” i „Listów do M.”. Filmy, co prawda, oglądałam dawno temu, ale pierwszy wspominam całkiem miło, z drugim było już słabiej, a trzeci był dla mnie nieoglądalny. Wyciągając średnią, uznałam, że nawet jeśli ta sugestia ma oznaczać naciągany happy end, to chociaż wcześniej wynagrodzi mi go lekka, zabawna treść i porządna dawka bożonarodzeniowego klimatu.

Niestety, debiutancka powieść Caroline Hulse świąteczną jest tylko z polskiej nazwy - w oryginale tytuł brzmi „The Adults”, co jest zdecydowanie bliższe podejmowanym tematom dorosłości niekoniecznie idącej w parze z dojrzałością. Na dobrą sprawę można by wybrać inną okazję do wyjazdu, a korekty wymagałoby góra kilka zdań. Nie ma tu śniegu, ubierania choinki, pełnych ekscytacji przygotowań. Jest tylko gorzko-cyniczna wersja, czyli Mikołaj za 15 funtów i narzekanie na tłok w markecie.

Ciężko mi też uznać ją za komedię. Podejrzewam, że na tle gagów typu uśmiercenie konającego zwierzęcia i debatowanie do jakiego śmietnika wrzucić jego zwłoki scena postrzelenia z łuku była zaplanowana jako eksplozja humoru sytuacyjnego. Moim zdaniem bohaterowie zachowują się w niej nie tyle śmiesznie, co żenująco głupio. Razi mnie też kwestia wyboru ofiary, bo wydaje mi się, że i tak ta postać od początku była traktowana po macoszemu, więc to było już takie przysłowiowe kopanie leżącego.

„Gorączka świątecznej nocy” miała być komedią świąteczną, ale nie jest ani jednym, ani drugim. W moim odczuciu jest to dramat o dość przerysowanych ludziach w okolicach 40., którzy mimo wieku nie do końca jeszcze potrafią zachowywać się jak dorośli i zagubionym dziecku, które musiało wypracować sobie mechanizm pozwalający na poradzenie z rozwodem rodziców. Jeśli już miałaby to być lektura na świąteczny wieczór, to wyłącznie jako odtrutka na nadmiar lukru na cieście lub ekranie telewizora.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Caroline Hulse, „Gorączka świątecznej nocy”, Kraków, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat