„Gorski” to krótka powieść licząca niewiele ponad dwieście stron. Jednak mimo tego niepozornego formatu zmęczyła mnie niczym solidne tomiszcze. Pełna nudnych i błądzących bez większego ładu i składu myśli narratora formuje się w trywialną historię pewnej miłości. Przez większość rozdziałów nie do końca wiadomo, co autorka powieści miała na myśli pisząc tę powieść, a gdy już wiadomo, to ciężko przyznać, że warte było to przebrnięcia nawet przez tę niewielką ilość stron.
Młody imigrant pracuje w londyńskiej księgarni. Dni mijają mu leniwie i właściwie bez większego celu. Jego życie ma się odmienić wraz ze zleceniem od rosyjskiego bogacza, który budując niesamowitą posiadłość życzy sobie posiadać w niej równie niesamowitą bibliotekę. Oczywiście wszystko rozbija się o kobietę, do której i sklepikarz wzdychał sekretnie. Kobieta przyćmiewa cały Londyn swoim niewymuszonym pięknem i mimo pozornie idealnego życia u boku bogatego męża roztacza wokół siebie nostalgię będącą doskonałym wabikiem na zapatrzonych w nią mężczyzn. Do tego dodajcie pliki pieniędzy nieznanego pochodzenia, romanse, drogie imprezy i „przyjaźnie” świata bogatych i lepszych, któremu przygląda się Nick wiedzący, że znalazł się w nim nagle i przypadkiem. Tak samo nagle z niego zniknie.
Książka ta to nieco sen wariata, majaki, dziwne sceny niczym z filmu Davida Lyncha. Dokąd zmierza fabuła, jaki jest jej cel – tego moim zdaniem nie wiadomo. Pierwsza powieść Vesny Goldswothy określana jest jako mądra i zabawna, ma poruszać serce i umysł. Moim zdaniem to zdecydowany przerost formy nad treścią, nijaka historia opowiedziana wyszukanym językiem mającym nadać jej jakiś głębszy sens. Całość jest nudna i wtórna.
„Gorski” składa się z wielu wątków, zbyt wielu. Mnogość sztampowych postaci i mało ciekawych wątków rozprasza czytelnika. Może gdyby skupić się na tym najistotniejszym i nieco zejść z tonu wyszukanej na siłę narracji ta powieść wciągałaby bardziej. Dla mnie brak tutaj lekkości pióra, naturalnego stylu, niewymuszonego uroku i czystej chęci opowiedzenia historii. Zdecydowanie bardziej cenię sobie dobrą historię napisaną prostym stylem, niż prostą historię ukwieconą barwnymi opisami.
Spotkania z prozą Vesny Goldsworthy absolutnie nie zaliczam do udanych. Znalazłam w tej książce wszystko to, czego w literaturze nie lubię – nadmuchany styl i nudne wątki. Płaskie postacie, które nie wzbudzają sympatii. Niestety, dla mnie to był stracony czas i nie polecam „Gorskiego”.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Vesna Goldsworthy, „Gorski”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze