„Granat poproszę” – recenzja

Recenzja książki „Granat poproszę”.
Tak, kobieta niezależnie od tego, czy jest prawdziwa, czy jest bohaterką ksiązki pamiętać powinna o jednym: nieszczęścia lubią chodzić parami.

Olga Rudnicka ma na swoim koncie już kilka powieści kryminalnych, słynne „Zacisze 13”, czy „Natalii 5”. Na początku października ukazała się kolejna książka jej autorstwa, zatytułowana „Granat poproszę”.

Wyobraźcie sobie taką książkę: Główna bohaterka to szalona, żeby nawet nie powiedzieć lekko zwichrowana pisarka powieści dla kobiet. Prócz niej mamy męża – zdradziecką kanalię, jego młodą kochankę, dwójkę nie mniej szalonych, chodź prawie już dorosłych dzieci i dwie skaczące sobie do oczu babcie. Babcie, które wtrącają nos we wszystko, bezpruderyjnie na prawo i lewo mogą konwersować o seksie, bo przecież nie są „fobami. Homo”. A wszystko to doprawione jest jeszcze finansowymi malwersacjami, kilkoma trupami, policją i przeogromną dawką humoru. Tak właśnie wygląda „Granat poproszę” najnowsza powieść Olgi Rudnickiej. Na miejscu Emilii Przecinek w tym całym ambarasie też poprosiłabym o granat.

Przyznaję się bez bicia, że jest to moja pierwsza powieść tej autorki, ale jeśli pozostałe są chodź w połowie tak dobre jak „Granat” na pewno pośpieszę je przeczytać.

Nie do końca nazwałabym tej książki kryminałem, raczej powieścią obyczajową z elementami kryminalnymi, ma ona według mnie jeden zasadniczy plus - jest przekomiczna. Od razu odradzam czytanie jej w komunikacji miejskiej, bo można narazić się na dziwne spojrzenia współpodróżujących, gdy nieoczekiwanie parsknie się śmiechem.

Olga stworzyła naprawdę ciekawą historię, pomimo, iż motyw „mąż porzuca mnie dla nowszego modelu” znany jest już od dawna. Główną bohaterkę polubiłam za jej roztrzepanie i artystyczno-pisarskie rozdwojenie jaźni. Dla mnie jednak zdecydowanie najlepszymi postaciami „Granatu” są babcie. Tak komicznego duetu w literaturze nie widziałam dawno, ich po prostu nie można nie polubić. Są spontaniczne, bezkompromisowe i nadają całej historii dodatkowego smaczku.

Jest jesień, jest mokro, zimno i ciemno. Pogoda nie sprzyja właściwie niczemu poza siedzeniem pod kocem i czytaniem. Jeżeli potrzeba nam trochę słońca, ogromnej dawki uśmiechu, nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po „Granat poproszę”. Ta książka naprawdę rozbudzi nie jedną osobę, która zapada w jesienno-zimowy letarg.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Olga Rudnicka, Granat poproszę, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat