Każde opowiadanie stanowi odrębną rzeczywistość budowaną przez autorkę. Są one tak różne, że najlepszym sposobem na to, by zrozumieć zawarty w nich przekaz, to czytanie kolejnych opowiadań w pewnych odstępach czasowych. Nie są to proste historie. Najbardziej zapadające w pamięć pozostaje ostatnie, a zarazem tytułowe opowiadanie. To historia rodziny - z pozoru zwyczajnej, poukładanej borykającej się z problemem dorastania najstarszej córki. Wydaje się, że „lekiem na całe zło” będzie rodzinna wycieczka do Paryża. Wszystko układa się cudownie… do czasu. Nawet sielska i romantyczna atmosfera miasta nie jest w stanie rozwiązać spraw, z którymi bohaterowie muszą stanąć twarzą w twarz.
Podobnie jest z postrzeganiem rzeczywistości. Wydaje nam się, że widzimy ją tak samo. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi - mamy zdolność myślenia, rozumowania, postrzegania. Czy aby na pewno? Przeczytajcie „Biuro rzeczy znalezionych metropolii bostońskiej”, bo po prostu warto. Z kolei w „Juliet” odkryjecie zwykłą czytelniczkę - bywalczynię miejskiej biblioteki, która niespodziewanie zostaje zamordowana. Kto jej to zrobił i dlaczego? Otwórzcie książkę na stronie 77.
Z Elizbeth McCracken spotkałam się po raz pierwszy. Zakończone już spotkanie wspominam bardzo dobrze, choć z odrobiną żalu, że już się skończyło. Dlatego każdemu polecam „Grom z jasnego nieba i inne opowiadania”. Poza tym uważam, że współczesna literatura amerykańska jest tą, która oferuje dzieła literackie na dość wysokim poziomie.
Lidia Brzezicka
(lidia.brzezicka@dlalejdis.pl)
E. McCracken, „Grom z jasnego nieba i inne opowiadania”, Wydawnictwo Kobiece 2017.
Komentarze