Spod pióra Anity Haliny Janowskiej wyszła świetna książka, od której nie sposób się oderwać. Specyficzna narracja, na którą składają się zlepki wspomnień wplecione w akcję, sprawia, że stajemy się obserwatorami, a nawet podglądaczami losów polskiej inteligencji. Wsiąkamy w specyficzne środowisko literatów, gdzie indywidualność goni indywidualność. Każdy żyje jakby w swoim odrębnym świecie, jednocześnie zmagając się z szarą egzystencją przypadającą w udziale wszystkim. Dopiero literatura, kawałek papieru sprawiają, że życie nabiera innego smaku. Nieco lepszego. Ale nie byłoby czego przelewać na ów papier, gdyby nie baczna obserwacja ludzi i zdarzeń dookoła. A tych w Domu Pracy Twórczej w podwarszawskich Oborach nie brakuje.
Za sprawą głównej postaci - literata Henryka S. I fragmentom jego dzienników poznajemy rozmaite osobowości, dla których słowo pisane to najwyższa wartość. Samym słowem jednak literat nie żyje. Jak każdy potrzebuje bodźców, emocji, inspiracji. Pobyt w Domu Pracy Twórczej to nie tylko czas na obserwację i twórcze działania. To miejsce, gdzie ścierają się indywidua, na wierzch wypływają skrzętnie skrywane uczucia od zazdrości po miłosne wzdychania. Wszystko to jednak nie uchodzi uwadze innych i staje się pożywką do plotek i rozmaitych insynuacji. Szczególnie dotyczy to Henryka S., w którym ścierają się świeże podrygi serca do literatki Anki ze wspomnieniami zmarłej żony. Toczy on specyficzną wewnętrzną walką z samym sobą. A Anka? To dopiero jest kobieta, co nerwy może zszarpać, a uczucia zdeptać.
Barwnych postaci i równie barwnych życiorysów w „Wariacjach jesiennych” nie brakuje. Warto zanurzyć się w lekturze i wniknąć w inny, oderwany od współczesności świat, który sam w sobie jest jedną wielką wariacją.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Anita Halina Janowska, „Wariacje jesienne”, W.A.B., Warszawa 2011
Komentarze