To, czego Grzesiuk nie lubił najbardziej to nuda i z tego powodu często zdarzało mu się wpaść w prawdziwe tarapaty. Chłopak z ogromnym apetytem na życie, uważający pracę za stratę czasu i energii. Wielbiciel gry na mandolinie, a potem bandżoli, niezbyt przystojny, ale charakterny. Bartosz Janiszewski po mistrzowsku przedstawia nam kolejne etapy życia barda stolicy, którego niejednokrotnie temperament zaprowadził na manowce, ale bez którego nie zapisałby się w pamięci słuchaczy. Z tej obszernej biografii dowiemy się, iż to właśnie Stanisław był „oczkiem w głowie” swojej matki Anny, która kochała go bezwarunkowo, raniąc przy tym często swoje pozostałe dzieci. Znajdziemy tu opowieści rodzinne, niepublikowane rękopisy, opowiadania, a całość dopełni dokumentacja fotograficzna. Odkryjemy także jak „cwaniactwo” pomogło Grzesiukowi przetrwać pobyt w obozach koncentracyjnych. Dowiemy się co sprawiło, że w końcu oswoił się ze śmiercią i jak nabył urazu do języka niemieckiego.
Książkę „Grzesiuk. Król życia” czyta się lekko, choć czasami opowiada o trudnych sprawach. Mam wrażenie, że autor nie pominął niczego i zdołał uchwycić łobuzerstwo tytułowego bohatera. Biografia ta obfituje w anegdoty, z których można wysnuć wniosek, że nawet prozaiczne czynności wykonywane przez Stanisława Grzesiuka, mogły przekształcić się w niewiarygodną przygodę. Duży fragment opowieści o życiu warszawskiego barda stanowią oczywiście jego zmagania z gruźlicą. Z biografii tej wyłania się obraz człowieka inteligentnego, posiadającego dobrze wykształcony kręgosłup moralny i ogromne poczucie humoru, ale często mającego też zbyt „gorącą głowę” i ciężki charakter. Warto poznać Stanisława Grzesiuka ze wszystkimi jego wadami i zaletami, więc zapraszam do lektury, bo człowiek z niego był wielobarwny.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Bartosz Janiszewski, „Grzesiuk. Król życia”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017
Komentarze