Ayaan Hirsi Ali to pochodząca z Somalii badaczka, działaczka społeczna i polityczna, feministka i krytyczka islamu, z którą przed przeczytaniem książki „Heretyczka” zetknęłam się tylko w kontekście słynnego filmu Theo van Gogha „Poddanie”, którego była współautorką. Obraz, który kosztował holenderskiego reżysera życie (został zamordowany przez islamistę), do dziś budzi oburzenie wielu muzułmańskich środowisk. Od tamtej pory Hirsi Ali, wobec której istniało realne zagrożenie zamachem, z jeszcze większą mocą wypowiada się przeciwko islamowi i postuluje daleko idące reformy, które, jej zdaniem, są jedynym sposobem na dostosowanie zasad tej religii do życia w XXI wieku. Czy jej głos zostanie usłyszany, a jej postulaty spotkają się z czymś więcej niż krzywy uśmiech szajchów Al-Azharu? Szczerze wątpię.
I to nie dlatego, że Ayaan Hirsi Ali nie ma racji. Byłoby wręcz niedorzecznością podważać wiele tez, które stawia – chociażby tę najważniejszą o konieczności reformy islamu. Nie da się ukryć, że zasady funkcjonujące w wielu środowiskach w formie niezmienionej od VII w. są anachroniczne i w dużej mierze nie przystają do współczesnego świata. Literalne odnoszenie się do zapisów Koranu sprawia, że muzułmanie nie zastanawiają się nad słowami swojej świętej księgi i ich znaczeniem, a interpretacja, która została zakazana jako wypaczająca faktyczny sens słów podyktowanych Muhammadowi przez anioła Gabriela, sprawiła, że wierni muszą szukać odpowiedzi na współczesne problemy w słowach opisujących inną rzeczywistość. Z drugiej jednak strony jasne zasady, wyłożone w pięciu filarach wiary, egzekwowane nie tylko poprzez własne sumienie, ale również presję społeczną, sprawiają, że nie trzeba podejmować trudu odpowiedzi na najważniejsze pytania o to, jak należy postępować. Wystarczy wypełniać obowiązki i czekać, „jeśli Bóg da”. Oczywiście, jest to bardzo uproszczone spojrzenie na islam i odpowiada raczej temu, jak przedstawia go Hirsi Ali, a nie odnosi się do jego skomplikowanych zawiłości i nie bierze pod uwagę wszystkich czynników, które wpłynęły i nadal wpływają na kształt tej wielkiej religii.
W „Heretyczce” autorka wiele razy podkreśla, że jako osoba wywodząca się z islamu, która uczyła się Koranu na pamięć i miała wyrzuty sumienia za każdym razem, gdy łamała jego zasady, a dziś jako osoba zupełnie oczyszczona z tamtego jarzma, ma prawo autorytarnie wypowiadać się na temat „prawdziwej” natury islamu. Dodatkowo, jako absolwentka nauk politycznych, nauczyła się krytycznej analizy zjawisk i zyskała metodologiczne przygotowanie do badań nad islamem traktowanym nie tylko jako religia, ale również jako system polityczno-społeczny. Oczywiście nie należy ignorować faktu, że jest zapraszana do wygłaszania wykładów na najlepszych uniwersytetach na całym świecie, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że cechujący są entuzjazm neofity nieco zaburza jej spojrzenie na islam. Jako absolwentka arabistyki miałam okazję dość dużo dowiedzieć się o Koranie, poznać filozofię i myśl muzułmańską, zaznajomić się z postulatami wielkich myślicieli tego kręgu kulturowo-religijnego i mam wrażenie, że Hirsi Ali w swojej nienawiści do islamu zapędziła się trochę za daleko. Osobiste doświadczenia, które wpłynęły na jej decyzję o dokonaniu apostazji, a którymi chętnie się dzieli, sprawiają, że momentami „Heretyczka” przypomina osobisty rozrachunek z religią ojców. Całość, choć ma charakter publicystki popularnonaukowej, w gruncie rzeczy jest mocno emocjonalnym apelem do wszystkich naiwnych, zachodnich liberałów, by w końcu zrozumieli, że oto stoi przed nimi ktoś, kto uciekł z łona islamu i tylko takich głosów należy słuchać. Takie podejście niestety nie ma zbyt wiele z naukowym obiektywizmem.
„Heretyczka” nastręczyła mi dużo problemów. Czyta się ją bardzo dobrze, narracja prowadzona jest w sposób ciekawy i logiczny, kolejne argumenty są rozwijane i należycie tłumaczone, kolejne koncepcje są wyłuszczane w sposób klarowny i zrozumiały nawet dla laika. Niestety, wiele kwestii potraktowano wybiórczo zakładając, że czytelnik ma pewną wiedzę na temat historii świata arabskiego i muzułmańskiego, w co szczerze wątpię. Przyznam, że dla mnie jako dla osoby przygotowanej do akademickiej dyskusji na temat islamu książka Hirsi Ali była ciekawą lekturą, która poszerzyła moją wiedzę o tym, jak „od wewnątrz” można patrzeć na islam, a jednocześnie wskazała kilka ciekawych kwestii, nad którymi mam zamiar się pochylić i je zgłębić, zachowując zdrowy krytycyzm i pewien zdrowy rozsądek. Obawiam się jednak, że jeśli ktoś sięgnie po „Heretyczkę” po to, by upewnić się w swoich negatywnych przekonaniach na temat islamu, znajdzie w niej tylko potwierdzenie słuszności swoich racji i tym mocniej będzie zmierzał w stronę radykalnej nietolerancji religijnej. Z kolei osoba, która bez żadnych oczekiwań i bez zaplecza w postaci solidnej wiedzy sięgnie po książkę Hirsi Ali, może zacząć widzieć w tej religii dużo więcej niesprawiedliwości i zła niż byłoby to w jakimś stopniu uzasadnione. Dlatego z lekkim wahaniem zachęcę do czytania, jednak wcześniej rekomendowałabym sięgnięcie po dowolny naukowy przewodnik po świecie islamu po to, by po prostu zyskać solidną podstawę do zachwytów lub oburzenia nad „Heretyczką”.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Ayaan Hirsi Ali, „Heretyczka”, Warszawa, Świat Książki, 2016
Komentarze