„Hirameki” – recenzja

Recenzja książki „Hirameki”.
Po kolorowankach na od stresowanie się i książkach w stylu połącz kropki przyszedł czas na hirameki.

Peng i Hu to dwaj artyści, którzy w różnych miejscach wokół siebie zaczęli dostrzegać plamy. Plamy po pędzlach na swoich koszulach, po farbie na podłodze w ich pracowni, potem dostrzegali je niemal wszędzie. Postanowili, więc zbierać je i kolekcjonować. Obecnie posiadają największy zbiór plam i kleksów na świecie. I te plamy stały się dla nich inspiracją, bo zauważyli, że tylko od sposobu patrzenia na świat obserwatora zależy to, jak taka zwykła plama może zamienić się w niesamowite dzieło sztuki. „W każdej plamie kryją się postaci – wystarczy kilka kresek by zbudzić je do życia”.

Tak powstały Hirameki. Książka, która ma zainspirować, pobudzić wyobraźnię, pomóc odnaleźć „szczęście w najmniejszym drobiazgu”. W niej według autorów mają spotkać się poszukiwanie sensu i samopoznanie.

Peng i Hu stworzyli niesamowitą książkę, będącą sposobem na zabawę, zajęcie wolnej chwili, relaks i wyżycie się kreatywne. To nie jest taki sobie zwykły zbiór plam i kleksów. Oni w Hirameki dali możliwość realizowania się na ścieżce siedmiu kroków.

Na każdym z etapów podpowiadają, co można w plamach odkryć, ale wiadomo, że jest to tylko zachętą do rozwijania wyobraźni osoby posiadającej ich książkę.

Te siedem kroków to jakby siedem lekcji. Hirameki zaczynamy od minimalizmu, można powiedzieć plam łatwych do odczytania, takich, w których wystarczy parę kresek by odkryć wielki efekt. Potem przechodzimy przez rozdział kategorie, w którym mamy różne kleksy na jeden temat, wariacje – gdzie już jedna plama może dać nam wiele motywów. Kolejne kroki – uzupełnienia, kombinacje, interakcje to zbiory coraz to nowych i ciekawszych plam, dających jeszcze więcej interakcji. A wszystko kończy się tzw. freestyle, w którym jedynym ograniczeniem dla osoby „bawiącej” się hirameki jest jego wyobraźnia.

Wystarczy mieć czarny lub granatowy ciemny cienkopis, czy cienki flamaster by wejść w niesamowitą krainę Peng i Hu. Ktoś by powiedział: „Co to jest, plamy? To bez sensu”. Tak wydaje się na początku, ale już jak się wniknie w ich świat nie można mu się oprzeć. Coś jest w tym, co mówią autorzy, że szczęście to kleks i olśnienie, a „kiedy brakuje sensu, wszystko jest nonsensem”.

Ta świetnie wydana i opracowana książka jest dla każdego. Dzieciaka i osoby dorosłej. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, zabawę, kreatywne rozwijanie swoich umiejętności, sposób na stres i zabieganie, bo z hirameki jest się tu i teraz. W tych plamach i kleksach można odnaleźć zwierzęta, postaci i ciekawe wzory. Ale przede wszystkim odnajduje się możliwości swojej wyobraźni, a ta przecież jest nieograniczona.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Peng i Hu, Hirameki, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat