Dla każdego rodzina jest czymś wyjątkowym i nieistotne, czy mówi się o niej dobrze, czy źle. Ważne, że opowieść się toczy, a pamięć o ludziach, miejscach i wydarzeniach wciąż żyje. Zdarza się nawet, że zaczyna żyć własnym życiem. Mylą się fakty, gubią szczegóły. Nie ma jednej wersji tej samej historii. Książka Meir’a Shalev’a jest autobiograficzną powieścią, w której autor w bardzo humorystyczny sposób przedstawia dzieje swojej rodziny. Dla polskiego czytelnika jest ona ciekawa z tego powodu, iż są to losy rodziny osadników izraelskich. Kultura żydowska niby jest nam znana, ale bardziej na tle zdarzeń wojennych w Europie. Natomiast rodzina Shalev’a jest zwyczajną żydowską rodziną, mającą wzloty i upadki tak jak miliony rodzin na całym świecie. Jest tylko jedno „ale”. Autor miał bardzo ekscentryczną babcię, babcię która przez sporą część swojego życia ukrywała… odkurzacz. To właśnie amerykański odkurzacz, rosyjskiej babci Toni budził tyle emocji wśród starszych i młodszych członków rodziny. Sam stał się dla autora przedmiotem niemal ożywionym, mającym własne uczucia i myśli.
Trudno pisać o swoich bliskich. Znacznie trudniej, jeśli wiemy, że przeczytają to, co o nich napisaliśmy. Jednak Meir Shalev robi to w bardzo błyskotliwy, szczery i nie nużący czytelnika sposób. Z jednej strony mamy do czynienia z autobiografią, a z drugiej z historią niemalże kryminalną. Książka wydaje się opowiadać wymyśloną historię. I jak sam autor twierdzi według niektórych członków jego rodziny taka właśnie jest. Polecam.
Monika Pietrusiak
(monika.pietrusiak)
Meir Shalev, „Moja babcia z Rosji i jej odkurzacz z Ameryki”, Muza, Warszawa 2011
Komentarze