Lindsey Kelk, autorka takich hitów wydawniczych jak „Kocham Nowy York”, „Kocham Hollywood”, „Kocham Paryż”, „Kocham Vegas”, „Kocham Londyn”, czy „Listy zadań pewnej dziewczyny”, powraca z nową powieścią. „Historia pewnej dziewczyny” to opowieść o przygodach dobiegającej trzydziestki, od niedawna bezrobotnej, niemalże bezdomnej i jak by się wydawało, chwilowo pozbawionej wszelkich perspektyw, Tess Brookes.
Każda z nas miewa gorsze dni, kiedy wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko nam i gorzej już być nie może. Tess Brookes miała okropny cały tydzień. Dosłownie serię niefortunnych zdarzeń. Gigantyczne tornado przeszło przez jej spokojny, uporządkowany świat niszcząc wszystko na swojej drodze. Nie dość, że straciła pracę, zaliczyła okropną wpadkę przy wszystkich znajomych i gigantyczną kłótnię z rodziną, to w dodatku po kilku głębszych przespała się ze swoim najlepszym przyjacielem, w którym podkochiwała się od lat. On jednak nie wyraził entuzjazmu odnośnie snutej przez Tess radosnej wizji wspólnej przyszłości.
Co robić kiedy cały świat wali ci się na głowę i znikąd wyglądać nadziei? Zawsze można podszyć się pod swoją jędzowatą współlokatorkę i wyjechać na Hawaje! Tam Tess próbuje swoich sił jako fotograf mody, nawiązuje mnóstwo nowych i ciekawych znajomości oraz wplątuje się w płomienny romans.
Początkowo główna bohaterka nie daje się lubić. Wydaje się być typem pewnej siebie, mającej wszystko i perfekcyjnie zorganizowanej zimnej karierowiczki. Dopiero z czasem dostrzegamy, że pod tą maską kryje się wspaniała, ciepła, trochę nieśmiała, a trochę szalona i pragnąca zmian w swoim nudnym życiu dziewczyna. Im bardziej zagłębiamy się w „Historię pewnej dziewczyny”, tym łatwiej jest nam polubić Tess, a momentami nawet się z nią utożsamiać. To wpływa na odbiór powieści. O ile pierwsze rozdziały wleką się w nieskończoność, pozostałe czyta się już jednym tchem.
Książka jest napisana z dużą dozą humoru i tchnie optymizmem. Lindsey Kelk bardzo zgrabnie prowadzi intrygę sprawiając, że czytelnik nie może się doczekać wyjaśnienia sytuacji zarysowanej w prologu. I mimo że fabuła jest przewidywalna i przeczuwamy jak się to wszystko skończy, ba! od początku dobrze wiemy nawet kim jest pewien tajemniczy staruszek z plaży, książka dostarcza mnóstwa ekscytacji i pozytywnych emocji. Nigdy nie jest tak źle jak nam się wydaje i z każdej, nawet pozornie beznadziejnej sytuacji, można znaleźć wyjście. W końcu każdy koniec może zwiastować początek ekscytującej, nowej przygody.
Bardzo spodobały mi się liczne nawiązania do popkultury i najpopularniejszych seriali. Autorka sypie porównaniami do najbardziej znanych światowych produkcji jak z rękawa. Miłośniczki seriali znajdą w powieści wiele sympatycznych niespodzianek. Ja byłam zachwycona.
„Historia pewnej dziewczyny” jest idealna na letnie upalne wakacyjne dni. Zwłaszcza, gdy nie możemy pozwolić sobie na wylegiwanie się na plaży z drinkiem w ręku. Sprawi, że choć przez chwilę poczujemy się jak na Hawajach i zapragniemy zrobić coś szalonego. Bo która z nas nie marzy o wielkiej romantycznej przygodzie w pięknej egzotycznej scenerii?
Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)
Lindsey Kelk, „Historia pewnej dziewczyny”, Poznań, Zysk i S-ka, 2014
Komentarze