Tak zdają się mówić jej autorzy. A ja dodam, że po części mają rację…
Urszula Jarosz i Jerzy Gracz postanowili napisać powieść dla kobiet, rodzaj czytadła, o którego wartości przekonują nas w swojej książce. „Czytadło jest jak lody na patyku albo lody w kulkach z budki za rogiem: solidnie zrobione, nieoszukane, o zdefiniowanych smakach, o łagodnej słodyczy. Zawsze takie same, według stałego przepisu, nie zaskakują, ale i nie rozczarowują, zaspokajają potrzebę prostego deseru.” I trudno nie przyznać im racji, choć nie da się ukryć, że i takie zwykłe czytadła potrafią przynieść rozczarowanie.
Obojgu pisarzom udało się jednak stworzyć powieść, która jest solidnie zrobiona, nie zaskakuje, a nawet troszkę rozczarowuje przewidywalnością (co możemy złożyć na karb tego gatunku książek), nie czujemy się jednak oszukani, bo już sami autorzy informują nas, że to nie jest literatura z górnej półki, a kwestia czy „Ona i on” może zaspokoić potrzebę prostego deseru, to zależy już, kto i jakie słodkości lubi.
Jest sobie kobieta po przejściach- Kaśka. Jest i mężczyzna, samotny od zawsze- Andrzej. Oboje są singlami, trochę z wyboru, trochę z musu, na pewno z wygody i egoizmu. Kaśka, to samotna matka, energiczna, zaradna jak diabli, pasjonatka fotografii. Andrzej to miłośnik romansów, pięknych kobiet i dobrego jedzenia, scenarzysta chałturzący z lenistwa (lub braku talentu) kiepskimi filmami i reklamami. Ich spotkanie, to oczywiście przypadek, który zmienia całe ich życie i pozbawia dotychczasowego spokoju. Rozpoczyna się walka nie tyle o miłość, co ambicje i dominację.
Historia znana, sztampowa i przewidywalna. Co ją wyróżnia? Narracja w dwóch osobach, tj. prowadzona z perspektywy kobiety i mężczyzny. Trudno stwierdzić, czy pod tekstami „ona” może się podpisać Urszula Jarosz, a pod „on” Jerzy Gracz. Jedno jest pewne, mamy tu zaprezentowane spojrzenie obojga płci na te same zdarzenia. I nie zdziwcie się, gdy będą one czasem zupełnie odmienne, nie od dziś wiadomo, kto jest z Wenus, a kto z Marsa. Choć w tej książce, nie do końca można to określić.
Nieszablonowe jest bowiem ukazanie kobiety jako tej, która ma większe obawy przed zaangażowaniem, a także jej niezwykle przyjacielskich relacji z dorastającym synem, dla którego jest kumpelką, czasem lekko niedorozwiniętą, z zachwianą równowagą emocjonalną.
Poza tym, piętrzenie problemów przed happy endem, stawianie na drodze bohaterów pokus fizycznych czy ambicjonalnych, konflikt płci, przewrotność sytuacji, czy też przeciąganie liny między partnerami, jest jak najbardziej charakterystyczne dla tych czytadeł, które opisują szeroko pojęte słowo „miłość” i nie zabraknie tego również w tej powieści.
„Ona i on” to historia, jakich wiele. Można ją przeczytać w nudny wieczór, by pocieszyć się, że inni ludzie też mają swoje problemy w związkach. Ale można też równie dobrze włączyć telewizor, czy nastawić dobrą muzykę i czas upłynie jednakowo. Dla tych, co jednak przedkładają słowo pisane nad słyszanym, najważniejsze powinno być to, czy dana publikacja zrelaksuje i odpręży po całym dniu gonitwy. I tu stwierdzę, że książka „Ona i on” może uprzyjemnić czas i nie powinna zanudzić. Jeżeli więc macie ochotę na całkiem zwyczajną historię, sięgnijcie po książkę duetu Jarosz i Gracz. I całkiem zwyczajnie spędźcie z nią wolny czas…
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Urszula Jarosz, Jerzy Gracz, „Ona i on. Całkiem zwyczajna historia”, MUZA SA, Warszawa 2011
Komentarze