Związki są trudne. Związki homoseksualne wydają się być jeszcze trudniejsze, bo skazane na społeczny ostracyzm. „Siedem szklanek” pozwala nam podejrzeć taką relację.
Śledzimy losy Kuby, nieśmiałego studenta, który nie ma pojęcia, jak jedna offowa impreza nada inny bieg jego życiu. Na niej właśnie Kuba dostrzega ponętną kobietę, która okazuje się mężczyzną. I choć bohater początkowo gorączkowo odsuwa od siebie myśli, że „to coś” mogłoby mu się podobać, to w miarę upływu czas Emil zaczyna mu coraz częściej krążyć po głowie. Pojawia się w jego życiu i znika, przybliża się i oddala, by wreszcie zwieńczyć to misterne uwodzenie w łóżku. A potem jest już gęsto od rozmaitych uczuć.
Emil nieźle jednak sobie z Kubą pogrywa. To on mimo kobiecych fatałaszków zdecydowanie jest w tym związku mężczyzną z twardą ręką, bo Kuba jest taki życiowo nieporadny, zwyczajnie słaby i bez tzw. jaj. Emil wodzi go za nos, testując uczucia, wydzielając granice. Z drugiej jednak strony to Emil ma szaleńcze wahania nastrojów, ale to można zrzucić na karby profesji, wszak jest artystą. Związek Kuby i Emila to relacja nasączona ciepłem, jakim może obdarzyć się dwoje kochających się ludzi. Nie brak w niej jednak pojawiających się wzajemnie pretensji, scen zazdrości i upojnych nocy. Plejada emocji przewija się przez całą książkę. Momentami to swoista gra w kotka i myszkę jako forma wzajemnego testowania rodzącej się bliskości i podświadomej ucieczki przed nią.
„Siedem szklanek” to książka godna polecenia. Nie za mocna, ale też nie głosząca peanów na cześć homoseksualnych związków. Ot, ciekawa historia zgrabnie ubrana we właściwe słowa przedstawiająca wnikliwie to, o czym wielu chciałoby się dowiedzieć. Zdecydowanie warto przeczytać.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Magdalena Zych, „Siedem szklanek”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze