Każdy człowiek ma swoje skrzętnie ukrywane sekrety, które najchętniej zepchnąłby w głąb niepamięci. Takie, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, o których nie powinni wiedzieć najbliżsi. Dlaczego? Bo śmierdzą. Są dowodem słabości człowieka i powodem do wstydu. Czasem lepiej nie być do końca szczerym. „Prawda jest jak tlen. Gdy dostajesz jej w nadmiarze – umierasz”, „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal” – mawiają przysłowia i aforyzmy. Dlaczego zatem z tak ogromną determinacją jej poszukujemy? Zwykła ludzka ciekawość, a może coś więcej?
W przypadku Clarie Dellamare – głównej bohaterki powieści odkrycie prawdy jest równoznaczne z odkryciem swojej tożsamości i ujawnieniem tego, co ukrywa przed nią rodzina. A to rzeczywiście jest gra warta świeczki. Kobieta, a zarazem dziedziczka niebotycznej fortuny, przyjeżdża do hotelu Tourmaline na wyspie Folly Shoals, aby załatwić ostatnie sprawy związane z firmą swego ojca. Clarie od samego początku ma wrażenie, że ekskluzywny hotel nie jest dla niej najbezpieczniejszym miejscem. Wracają mgliste wspomnienia z dzieciństwa, przebłyski dawnej świadomości związane z jej niespodziewanym zniknięciem w dniu czwartych urodzin. Nie było jej aż rok. Jednak nikt z najbliższych nie wiedział, co się z nią działo i kto się nią zajmował. Co więcej zaginięcie dziewczynki zbiegło się w czasie z niewyjaśnionym odejściem matki Luke’a – miejscowego pracownika Straży Przybrzeżnej. Clarie za wszelką cenę postanawia odkryć prawdę, a zarazem źródło, z którego wypływają prześladujące ją koszmary. Zadanie to nie jest jednak takie proste, gdyż ginie recepcjonistka hotelu, zeznania świadków tamtych wydarzeń nie są kompletne, a sama Clarie jest na celowniku mordercy…
Muszę przyznać, że autorka stworzyła bardzo przemyślaną, a zarazem zaskakującą historię, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Niektóre wydarzenia są dość szablonowe i łatwe do przewidzenia, ale niektóre pojawiają się niczym fanty wyciągane z kapelusza magika. I bynajmniej nie są one oznaką braku logiki, ale wręcz przeciwnie – świadczą o doskonałym wyczuciu i kunszcie literackim autorki.
Colleen Coble od początku zwodzi czytelnika. Prowadza go różnymi, często ślepymi ścieżkami, wspina się z nim na wyżyny emocji, aby w końcu podekscytowanego doprowadzić do końca misternie skonstruowanej zagadki. Powieść polecam wszystkim miłośnikom kryminałów i osobom, które uwielbiają to obezwładniające połączenie dreszczyku emocji z odrobiną niepewności. Gwarantuję, nie rozczarujecie się.
Anna Kantorczy
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Colleen Coble, „Hotel nad oceanem”, wyd. Dreams, Rzeszów, 2016 r.
Komentarze