„I będę sam, i będzie spokój” – recenzja

Recenzja książki „I będę sam, i będzie spokój”.
W tej historii nic nie dzieje się szybko, ale wszystko dzieje się „na serio” – zwłaszcza to, co niewygodne. Małgorzata Harasimowicz opowiada o człowieku, któremu życie wymknęło się spod kontroli dokładnie wtedy, gdy wydawało się najbardziej uporządkowane.

Autorka proponuje czytelnikom powieść obyczajową, która nie opiera się na wartkiej akcji. Zamiast gwałtownych zwrotów wydarzeń otrzymujemy niespiesznie rozwijającą się historię, w której najważniejsze są emocje.

Adam Harrash wydaje się człowiekiem sukcesu – pracowitym, zamożnym i spełnionym. Powrót do Polski na pogrzeb babci burzy jednak ten obraz i staje się początkiem rozliczenia z przeszłością. Pytania o tożsamość, relację z ojcem, rodzinne korzenie i sens życia okazują się ważniejsze niż finansowy sukces. Dobrze oddaje to zdanie pojawiające się w zapowiedzi: „gdy nie wiesz, kim jesteś, wszystko, co masz, traci sens”.

Jednym z największych atutów tej powieści jest sam Adam. To bohater, którego trudno jednoznacznie ocenić. Są momenty, w których zwyczajnie go nie lubimy – zwłaszcza wtedy, gdy zamyka się w świecie swojego bogactwa, czuje się lepszy od innych i próbuje zapanować nad emocjami dzięki swoim rytuałom oraz medytacjom. Są jednak również chwile, kiedy mocno mu współczujemy. Szczególnie wtedy, gdy okazuje się bezradny wobec cierpienia Bille i nie potrafi jej pomóc. To właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że Adam jest bohaterem bardzo prawdziwym.

Ważną rolę w fabule odgrywa także muzyka. Jazz i fortepian nie są jedynie tłem wydarzeń, ale stają się językiem emocji. To właśnie w klimatycznym klubie jazzowym Adam poznaje Bille. Żartują, że ona stanie się dla niej Billym Evansem, nawet kupuje odpowiednie okulary. Ich relacja wnosi do tej historii światło, ale jednocześnie zmusza bohatera do zmierzenia się z własnymi lękami.

„I będę sam, i będzie spokój” jest jednak czymś więcej niż historią miłosną. To powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, w której żydowskie korzenie mogą okazać się mniej istotne niż odpowiedź na pytanie, kim naprawdę się jest. To również książka o pieniądzach, które wobec najważniejszych życiowych dylematów tracą swoje znaczenie. Jest to także opowieść o muzyce – zwłaszcza jazzie – dającym ukojenie i przestrzeń do refleksji. Wreszcie to historia o cierpieniu, które przez lata pozostaje tłumione.

„I będę sam, i będzie spokój” ma w sobie wiele znamion współczesności. To opowieść o świecie, w którym pogoń za pieniędzmi często prowadzi do zagubienia, a finansowe bezpieczeństwo wcale nie gwarantuje szczęścia. To również historia o poszukiwaniu własnej tożsamości, o korzeniach, które nie zawsze definiują człowieka, o potrzebie miłości, która – mimo niemal filmowego początku – prowadzi do tragicznego finału.

Wydarzenia rozgrywają się spokojnie, ale z dużą intensywnością emocjonalną. To powieść pełna melancholii, ale nie jest to melancholia nużąca. Wręcz przeciwnie – z ciekawością podąża się za Adamem, śledząc jego wybory, błędy i kolejne odkrycia. To książka, która zostawia czytelnika z refleksją.

Sylwia Wasin

Małgorzata Harasimowicz, „I będę sam, i będzie spokój”, Novae Res, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat