„I’m Just a Girl Journal” – recenzja

Recenzja książki „I’m Just a Girl Journal”.
Są rzeczy, z których niby się wyrasta. A potem nagle trafiają do naszych rąk i okazuje się, że wcale nie zostały w dzieciństwie – one po prostu czekały na odpowiedni moment.

„I’m Just a Girl Journal” nie jest typową książką z fabułą, bohaterami i historią, którą śledzi się od pierwszej do ostatniej strony. To bardziej przestrzeń, którą stopniowo tworzy się samemu. Można pisać, rysować, wklejać zdjęcia, zapisywać myśli i wracać do rzeczy, które w codziennym pośpiechu często gdzieś uciekają.

Najbardziej spodobało mi się to, że dziennik nie sprawia wrażenia czegoś sztywnego ani narzucającego zasady. Nie mówi: „pisz tak”, „myśl tak” albo „uzupełnij wszystko po kolei”. Daje swobodę. Można potraktować go jak pamiętnik czy kreatywny dziennik. Podczas wypełniania stopniowo tworzy się własną postać, zapisuje ulubione rzeczy, marzenia, myśli oraz małe elementy codzienności, i z czasem można zauważyć, że ten journal staje się sposobem na lepsze poznanie samego siebie.

Prowadzenie dziennika jest mi szczególnie bliskie, dlatego ta pozycja wywołała we mnie coś więcej niż zwykłą ciekawość. Podczas przeglądania kolejnych stron złapałam się na myśli, że młodsza wersja mnie prawdopodobnie oszalałaby ze szczęścia, mając dostęp do tej publikacji. Pamiętam zeszyty pełne notatek, pierwsze pamiętniki, naklejki, kolorowe długopisy i zapisywanie rzeczy, które wtedy wydawały się najważniejsze na świecie. I chyba właśnie dlatego ta pozycja wywołuje we mnie tyle ciepłych emocji nawet teraz, kiedy patrzę na nią już z zupełnie innej perspektywy.

Dużym plusem jest również sama estetyka. Całość jest bardzo dziewczęca, ale nie sprawia wrażenia przesadzonej. Widać inspiracje współczesnymi trendami i stylem „that girl”, jednak mam wrażenie, że pod tym wszystkim znajduje się coś znacznie ważniejszego – zachęta do zatrzymania się na chwilę i pobycia samemu ze swoimi myślami.

W czasach, kiedy większość wspomnień zostaje zamknięta w galerii telefonu lub zapisuje się w relacjach znikających po dwudziestu czterech godzinach, papier nadal ma w sobie coś wyjątkowego. Coś bardziej osobistego. To powrót do analogowych czynności.

„I’m Just a Girl Journal” to nie tylko modny dodatek czy estetyczny dziennik. To miejsce, które z czasem może stać się małą kapsułą wspomnień. Oceniłabym go na 9,5/10 – nie tylko za wykonanie, ale przede wszystkim za emocje i nostalgię, które niespodziewanie we mnie wywołał.

Aleksandra Drozdowska

Agata Gładysz, „I’m Just a Girl Journal”, OdyseYA, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat