Śmiech to zdrowie. Pokuszę się więc o stwierdzenie, że autorka książki „I dobry Bóg stworzył aktorkę” poza czasoumilaniem, dba o zdrowie swoich czytelników. Nieważne, czy będziesz czytać w domu, w autobusie, czy czekając na znajomych w kawiarni, jedno jest pewne, gromkiego śmiechu nie powstrzymasz. Choćby zewsząd taksowały cię dziwne spojrzenia ponurych twarzy, wiedz, że to z tobą wszystko jest w porządku. Ta książka to najzdrowsza na świecie pigułka na świetny humor.
Główna bohaterka, aktorka Dorotka, to niezwykle pozytywna postać. Według mnie, ma coś z Bridget Jones – choć inteligentna, instynktownie wie, co zrobić, by wpakować się we wszystkie możliwe kłopoty. Ma dziewczyna pecha, ale i potrafi zrobić problem z niczego, trzeba jej to przyznać, jednak właśnie dzięki temu, Dorotki po prostu nie da się nie lubić. Wielki plus za przydzieloną rolę pierwszoplanową.
Kolejny strzał w dziesiątkę to obsadzenie Boga w roli narratora. Bez obaw, nikt nie powinien poczuć się jak w kościele, kazań nie będzie, książce daleko jest do świętości. Na świętość narratora też bym nie liczyła, należy się raczej spodziewać wyluzowanej postawy.
Trudno natomiast ocenić fabułę. Choć niezaprzeczalnie, historie przedstawione w książce są jej wielką zaletą, bo nie pozwalają na choćby sekundę znudzenia, to jednak nie zostały przez autorkę wymyślone. „I dobry Bóg stworzył aktorkę” nie jest powieścią, to książka pisana na wzór biografii. Nie należy doszukiwać się w niej konkretnej fabuły. Nie znajdzie się tu również manipulacji wyobraźnią czytelnika. Ale okazuje się, że i książka bez fabuły, a jednocześnie niebędąca biografią, potrafi się świetnie obronić, co więc jest jej czarnym koniem?
Fenomen tej książki nie tkwi ani w postaciach, ani opisywanych wydarzeniach, choć ich umiejętny dobór oczywiście wpływa na rewelacyjny całokształt. Clou stanowi jednak język i styl, jakim posługuje się debiutująca pisarka. Sposób, w jaki Agata Pruchniewska snuje opowieść, tchnie w książkę dodatkową porcję życia. Autorka potrafi w cudowny sposób upchnąć błyskotliwy humor w każdą postać i każde wydarzenie. To czyste, nieskażone poczucie humoru, w razie potrzeby zabrudzone nutą sarkazmu, jest genialne i za nie należą się wielkie brawa.
Złośliwi mogą twierdzić, że Agata Pruchniewska poddała się artystyczno-celebryckiemu trendowi pisania książek. Niech myślą, co chcą! Jako jedna z nielicznych w tej zacnej grupie może być dumna z tego, co stworzyła. Ta aktorka nie tylko potrafi grać, ale i pisać. I to jak! „I dobry Bóg stworzył aktorkę” to istny wulkan zdrowego, inteligentnego humoru. Lekarze powinni tę książkę przepisywać każdemu ponurakowi! Bardzo dawno, aż nie pamiętam kiedy, miałam w rękach tak zabawną pozycję.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Agata Pruchniewska, „I dobry Bóg stworzył aktorkę”, Warszawa, Wydawnictwo SOL, 2014
Komentarze