„Beata Sadowska napisała książkę o bieganiu? To ona biega?!” – pomyślałam na wieść o debiucie pisarskim Sadowskiej – „Dziennikarka radiowa i telewizyjna, prezenterka, od kilku miesięcy mama, biega?”. Biega, owszem i to od wielu lat. Na swoim koncie ma biegi na różnych dystansach i w tym najważniejsze, pokonane aż 13 maratonów.
W zasadzie nie można jednym zdaniem opisać, o czym jest „I jak tu nie biegać!”, bo jest to książka–opowieść. I to opowieść wyjątkowa.
Mamy tu opisane początki „przygody” Beaty Sadowskiej z bieganiem i rozwój jej pasji. Historię jej narzeczonego, znajomych, przyjaciół bliższych i dalszych, z którymi łączy ją miłość do tej aktywności fizycznej. Możemy przeczytać o bieganiu z psem (Momo jest równie ważnym bohaterem tej książki), bieganiu w ciąży i z synkiem Tysiem, „robiącym kilometry” w specjalnym biegowym wózku. O ciekawych, nietypowych i czasami szalonych biegach i biegaczach w Polsce i za granicą. O tym, jak kibicuje się maratończykom w Tokio, a jak w Nowym Jorku i dlaczego warto czasami przejść na drugą stronę barierki i stać się biegowym kibicem.
Sadowska opisuje śmieszne, a czasami zatrważające, sytuacje z biegowych i nie tylko ścieżek, spotkania z początkującymi biegaczami, zawodowcami, trenerami, jak i z tymi, którzy siebie i swych biegających bliskich gotowi są wynosić na piedestały. Wyższość biegania ranem nad tym wieczornym, dylemat w stylu: przemierzanie górskich, leśnych, warszawskich ścieżek, czy startowanie w biegach zorganizowanych.
„I jak tu nie biegać!” to książka o kobiecym bieganiu, więc nie mogło również zabraknąć słówka o biegowej modzie, pierwszej kobiecie na świecie, która podstępem przebiegła maraton, czy biegach organizowanych wyłącznie dla kobiet. Przeczytamy też, co nieco o diecie, znajdziemy parę przepisów polecanych przez Beatę Sadowską.
Dużo jest tu motywacji, dużo opisywanych odczuć, od strachu - „co ja takiego zrobiłam, że się zapisałam na maraton?” - po euforie na biegowych metach, czy wzruszenia np. na starcie Maratonu Warszawskiego, gdy z głośników płynie „Sen o Warszawie” Czesława Niemena. Sadowska nie ukrywa, że jest tylko człowiekiem, że czasem jej organizm buntuje się przed treningiem, lub zwyczajnie w świecie jej się nie chce, że wyznacza sobie różne nagrody za pokonane dystanse, a jedną z jej miłości jest tort bezowy z żurawiną.
Książkę dopełniają świetne zdjęcia z albumu autorki oraz szczypta biegowego ABC i rady nie tylko dla początkujących w krótkich wywiadach z trenerem biegowym Kubą Wiśniewskim.
Czy przeczytałabym „I jak tu nie biegać!”, gdybym sama nie biegała? Zdecydowanie. Dla mnie nie jest to książka tylko o bieganiu, chociaż jest go w niej mnóstwo. Jest to opowieść o pasji, o miłości do czegoś, nie bezgranicznej i przez to bardzo autentycznej. Świetna dawka pozytywnej energii, a myślę, że dla osób zagubionych, nieumiejących znaleźć tego czegoś w życiu, co ich będzie nakręcało, niezły kopniak. Można cieszyć się z małych i dużych rzeczy, ze zrealizowanych celów i pokonanych przeszkód? Mieć frajdę z biegania w deszczu, być dumnym z zakwasów po maratonie, czy czekać, aż bezdomnemu Panu z Brodą będzie można powiedzieć „mam już dwójkę z przodu”? Można!
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Beata Sadowska, „I jak tu nie biegać!”, Kraków, Wydawnictwo Otwarte, 2014
Komentarze