W książce „U kresu dnia” poznajemy historię przyjaźni dwóch kobiet. Ich drogi połączyły się już we wczesnym dzieciństwie. Siła przyjaźni jest wielka, co nie oznacza, że nie ma gorszych momentów. Niesamowite, jak obie kobiety oddalają i przyciągają się do siebie. Tyle samo je łączy, co różni. Zwyczaj dzielenia się wszystkim i wszystkimi może mieć poważne konsekwencje… Jak się potoczą ich dalsze losy?
W ciągu jednego dnia wiele spraw się wyjaśnia. Trzeba podjąć trudne decyzje. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Eve Bonham zgrabnie oscyluje pomiędzy różnymi okresami w życiu bohaterek. Trafnie nawiązuje do obecnych zdarzeń, szukając źródeł pewnych zachowań. Nie od dziś wiadomo, że dzieciństwo ma ogromny wpływ na nasze życie.
Autorka „U kresu dnia” pięknie pisze o przyjaźni, związkach i realiach życia we Francji oraz Anglii. Język powieści jest lekki, nie męczy. Nie wiadomo, kiedy przekładamy kolejne kartki książki. Brak dynamicznej akcji nie odbiera zainteresowania i ciekawości czytelnika. Niby nic szczególnego się nie dzieje, a jednak miałam stale ochotę czytać dalej… Lubię, gdy książka tak przyciąga. I nie chodzi tu o szybkie zwroty akcji, czy kontrowersyjne treści. Jest spokojna, ale nie nużąca.
Zdecydowanie polecam „U kresu dnia” na spokojne popołudnie z kubkiem pysznej herbaty. Jest to książka, która zapada w pamięci, skłania do refleksji. Nie jest przy tym przytłaczająca czy moralizatorska.
Agnieszka Zieleń
(agnieszka.zielen@kobieta20.pl)
Eve Bonham, „U kresu dnia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze