„I obiecuję ci miłość” – recenzja

Recenzja książki „I obiecuję ci miłość”.
Gorące uczucie, życiowe zakręty i dwójka ludzi, która marzy, by być razem wbrew wszystkiemu. Czy obietnica składana przed laty ma szansę spełnić się w dorosłym życiu?

Wincent i Izabella znają się od lat. Gdy między tą dwójką zaczyna iskrzyć, Wins składa Belli obietnicę. Przyrzeka jej, że spotkają się za miesiąc, by omówić to, co ich łączy. Po tym podniosłym zapewnieniu chłopak znika na kilka lat. W tym czasie Bella wychodzi za mąż, ale nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Gdzieś w głębi serca wciąż pamięta o złożonym dawno temu przyrzeczeniu. Kiedy Iza powoli układa sobie życie na nowo, Wins nagle wraca i ponownie jest blisko niej. Czy kiedykolwiek wyjaśni Belli dlaczego przed laty ją porzucił? I czy oboje dadzą szansę rozkwitnąć miłości, która wcale nie umarła?

Do sięgnięcia po książkę Marty Staniszewskiej zachęciły mnie opinie internautów. Wielu czytelników pisze w sieci pochwalne peany na temat autorki. Właściwie nie znalazłam na temat „I obiecuję ci miłość” ani jednego negatywnego wpisu. I tutaj pojawia się problem. Dla mnie niestety, książka Marty Staniszewskiej jest jedną z tych, które ciężko jednoznacznie ocenić. Dlaczego? Może dlatego, że po przeczytaniu recenzji innych czytelniczek, oczekiwałam po autorce czegoś więcej. Moje zetknięcie z twórczością Staniszewskiej obyło się bez fajerwerk. Jedyne słowo, które ciśnie mi się na usta po przeczytaniu jej książki to przymiotnik „przyzwoity”.

Ktoś powie: „tylko tyle”. Przecież to książka, która mnóstwo czytelniczek przyprawiła o szybsze bicie serca. Owszem, miejscami mój puls także przyśpieszał. Przyznaję także, że kreacja bohaterów „I obiecuję ci miłość” jest wyrazista. Autorce udało się uniknąć błędu, który często można zaobserwować w tego typu literaturze, tj. nakreślenia bezbarwnych, papierowych postaci. Wins i Bella naprawdę żyją, nie są marionetkami w rękach losu i nie boją się podejmować trudnych decyzji. Na pochwałę zasługuje też opis scen erotycznych. W tego typu fragmentach łatwo przekroczyć granicę dobrego smaku. U Staniszewskiej bliskość dwóch ciał nie jest wulgarna, a staje się naturalną częścią miłości między dwójką ludzi.

Co się zatem stało, że historia Belli i Winsa mnie nie porwała? Moim zdaniem winna jest fabuła. Przez połowę lektury zastanawiałam się, dlaczego Wincent nie dotrzymał obietnicy i zostawił Bellę? Co się takiego stało, że przez lata nie szukał kontaktu z dziewczyną, za którą w głębi serca szalał? To właśnie motywy Winsa mocno mnie rozczarowały. Niestety, okazały się mocno naciągane. Podobnie wygląda sprawa z fabułą. Autorka słabo się postarała. Zaserwowała odbiorcy historię na wskroś banalną i przewidywalną. Dodajmy do tego momenty i wypowiedzi bohaterów, które w mojej ocenie uchodzą po prostu za kiczowate

Wiem, każda historia z miłością w tle nosi w sobie znamiona kiczu. Ale w książce Marty Staniszewskiej są momenty, gdzie autorka pisze o miłości z humorem i równoważy proporcje między przesadnym romantyzmem a realnym życiem. Właśnie dlatego, tak trudno było mi ocenić tę książkę. W „I obiecuję ci miłość” znajduję momenty, po których myślę, że autorkę stać na więcej. Mam nadzieję, że w kolejnych powieściach będzie w stanie mi to udowodnić.

Ilona Kamińska
(ilona.kaminska@dlalejdis.pl)

Marta W. Staniszewska, „I obiecuję ci miłość”, Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat