Nie dla każdej osoby są to książki – oj, nie dla każdej. Ale ktoś, kto polubił jego prozę, pozostanie jej wiernym fanem na zawsze. W nowej pozycji Ketchuma mamy pełen obraz jego geniuszu.
Avery Allan Ludlow - bohater opowieści „Rudy” – pewnego dnia wybrał się psem na spacer. Niby zwykła rzecz, dzień jak co dzień, ale podczas wędrówki młody chłopak z zimną krwią zabija Rudego. Avery postanawia zemścić się na młodym mordercy, chce usłyszeć słowa skruchy i krótkie słowo: „przepraszam”.
Ketchum daje nam jeszcze coś. Otóż zaskakuje nas mini powieścią „Prawo do życia”, która dodana jest do tego mini zbioru. Jej bohaterka ma na imię Sara i poznajemy ją w momencie, kiedy decyduje się na dokonanie aborcji. Idzie do kliniki na zabiegi i … słuch o niej ginie. Greg – partner bohaterki – rozpoczyna poszukiwania, a tymczasem Sara budzi się w czymś, co przypomina… trumnę.
Ketchum mocno zaskakuje. W „Rudym” mamy, co prawda, trochę brutalności, wulgaryzmów i agresji, ale nie taką ilość, do jakiej przyzwyczaił nas autor. Ba! Ja powiedziałabym nawet, że to opowiadanie jest lekkie i łagodne. Ale… W „Prawie do życia” wraca „stary” geniusz thrillera. Jest dosłowny, opowiada o przemocy, obdziera z człowieczeństwa bohaterkę.
Powieści kipią od emocji, porażają wielowątkowością i wstrząsają bestialstwem. Są różne, ale jakże podobne. Hipnotyzują czytelnika, wnikają w jego umysł i grają na jego emocjach. Po zamknięciu okładki jeszcze długo pozostają w pamięci i zmuszają do zastanowienia się nad sobą, nad naszymi instynktami i naszymi decyzjami.
Ketchum powala na kolana. Dawno nie czytałam tak dobrych jego utworów. Krótkich, ale jakże dosłownych.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
J. Ketchum, „Rudy. Prawo do życia”, Papierowy księżyc 2012
Komentarze