Temat chorób psychicznych nie jest mi obcy, a mimo to lektura wspomnień Alex von Fire momentami wciskała mnie w fotel. Od pierwszych stron miałam wrażenie, jakbym szła tuż obok autorki – cicho, niezauważona, ale wystarczająco blisko, by widzieć jej lęki, zagubienie, chaos i tę ogromną próbę utrzymania się na powierzchni.
Poznajemy ją jako dziecko, obserwujemy kolejne etapy życia, szpitale, dojrzewanie, późniejsze próby odnalezienia siebie w świecie. Ma marzenia, ambicje, chce kochać i być kochana – wszystko to, co nosi w sobie właściwie każdy człowiek. Może właśnie dlatego ta historia dotyka tak bardzo, bo przestajemy patrzeć na autorkę przez pryzmat diagnozy. Widzimy po prostu człowieka, który wiódł normalne życie, a któremu grunt nagle zaczyna usuwać się spod nóg.
Jednym z najmocniejszych elementów tej książki jest sposób pokazania momentu, w którym rzeczywistość zaczyna się rozszczelniać. Autorka opisuje ten etap bez taniego dramatyzmu i bez prób literackiego upiększania doświadczeń. Dla niej samej wszystko wydaje się „w porządku”. Ma plany, energię, pomysły, chce działać. Tymczasem otoczenie widzi już wyraźnie, że dzieje się coś bardzo niepokojącego.
Książka pozwala czytelnikowi zrozumieć, jak bardzo choroby psychiczne potrafią deformować postrzeganie rzeczywistości. Jak cienka bywa granica między poczuciem sprawczości a momentem, w którym organizm i psychika zaczynają się rozpadać.
Kiedy autorka wraca do Polski i trafia do szpitala psychiatrycznego, opowieść staje się jeszcze bardziej intymna. Towarzyszymy jej właściwie dzień po dniu. Wchodzimy w codzienność leczenia, obserwujemy relacje między pacjentami, momenty zwątpienia, frustracji, ale też drobne przebłyski nadziei.
„Idea Ognia” nie buduje sensacji wokół schizofrenii. Nie próbuje zrobić z niej metafory, literackiego ozdobnika czy „ciekawego motywu”. Pokazuje ją jako doświadczenie człowieka z krwi i kości – doświadczenie bolesne, wyniszczające, ale jednocześnie bardzo ludzkie. Ogromnie doceniam też to, że autorka nie próbuje kreować się na bohaterkę bez skazy. W tych wspomnieniach jest dużo bezradności, chaosu, czasem nawet momentów trudnych do zrozumienia. Ale właśnie dzięki temu ta historia wydaje się tak prawdziwa.
To nie jest książka napisana po to, żeby wzruszyć na siłę. Ona otwiera raczej drzwi do świata, którego wiele osób panicznie boi się nawet dotknąć i być może właśnie dlatego jest tak potrzebna. Dla osób zmagających się z chorobą psychiczną może być dowodem na to, że nie są same. Dla ich bliskich – próbą zrozumienia tego, czego często nie da się ubrać w zwykłe słowa. A dla tych, którzy do tej pory patrzyli na schizofrenię wyłącznie przez stereotypy – szansą, by choć na chwilę zobaczyć świat oczami osoby chorej.
„Idea Ognia – by dźwigać życie” to książka trudna emocjonalnie, ale bardzo ważna. Nie jest idealna literacko – i paradoksalnie właśnie dzięki temu jest tak autentyczna. Czyta się ją bardziej sercem niż głową i naprawdę trudno przejść obok niej obojętnie.
Katarzyna Chober
Alex von Fire, „Idea Ognia – by dźwigać życie”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze