„Idefiks i Nieugięci” to dla mnie bardzo przyjemne odkrycie, bo choć świat Galów nie jest mi obcy, do tej pory znałam go głównie z perspektywy rosłych wojowników i ich legendarnej siły. Tym razem jednak kamera schodzi niżej – dosłownie i w przenośni – i oddaje głos tym, którzy do tej pory kręcili się gdzieś na drugim planie.
Na scenę wkracza Idefiks i jego nietuzinkowa paczka przyjaciół: dwa psy o zupełnie różnych temperamentach, pewna siebie kotka, sowa z ambicjami druida oraz gołąb, który swoją pamięcią zawstydziłby niejednego kronikarza. I choć to „tylko” zwierzęta, bardzo szybko okazuje się, że ich przygody mają w sobie dokładnie ten sam galijski charakter – odrobinę chaosu, sporą dawkę odwagi i dużo, dużo humoru.
W tym tomie dostajemy kilka ciekawych wątków. Jest miłosna ofensywa Rygoriksa, który na polu walki radzi sobie znacznie lepiej niż w sprawach sercowych, jest eliksir miłości dla Generalissimusa (co samo w sobie brzmi jak przepis na katastrofę) i są poszukiwania chleba dla Astmatiksa, które – jak to w tym świecie bywa – szybko wymykają się spod kontroli.
Ten komiks to po prostu dobra, inteligentna rozrywka. Humor jest bardzo „asteriksowy”, czyli oparty na sytuacjach, charakterach i dialogach, które bawią zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. Do tego dochodzi charakterystyczna kreska – dynamiczna, kolorowa, pełna detali.
Ogromnym plusem jest też tłumaczenie, które – jak to w dobrych galijskich komiksach bywa – przemyca językowe smaczki i drobne żarty, działające szczególnie dobrze w polskim kontekście. To jeden z tych elementów, które sprawiają, że czyta się to z dodatkową przyjemnością.
Największą siłą tej serii są jednak bohaterowie. Każdy z nich jest wyrazisty, trochę przerysowany, ale dzięki temu bardzo „żywy”. Mają swoje przywary, zalety, swoje momenty chwały i totalnej porażki. I właśnie w tym braku idealności są najbardziej uroczy. Łatwo ich polubić, jeszcze łatwiej im kibicować, a czasem – nie oszukujmy się – trochę się w nich przejrzeć.
„Idefiks i Nieugięci” to komiks, który daje dokładnie to, czego od niego oczekujemy: uśmiech, lekkość i przyjemność z czytania. A przy okazji przypomina, że nawet na drugim planie potrafią dziać się historie, które zasługują na własne światło reflektorów. I mam bardzo cichą nadzieję, że to nie było moje ostatnie spotkanie z tą ekipą.
Katarzyna Chober
Lison D’Andréa, Philippe Clerc, Olivier Serrano, Federico Mancuso, „Idefiks i Nieugięci. Tom 8. W pogoni za zielonym flakonem”, Story House Egmont, Warszawa, 2026.
Komentarze