Wielbiciele powieści kryminalnych znają postać inspektora Toma Thorne'a, którego uznano za jednego z najciekawszych detektywów i uhonorowano nagrodą Sherlocka. W „Impulsie śmierci” Billingham po raz kolejny zaprasza nas do zagadkowego świata, pełnego niedomówień i podejrzliwości.
Okazuje się, że słoneczny kurort w Pelican Palms przyciąga spragnionych odpoczynku i ekscytujących widoków, turystów oraz morderców. Fabuła na pozór wydaje się mało zaskakująca i nieskomplikowana. Trzy pary Brytyjczyków zaprzyjaźniają się podczas wakacji na Florydzie. Zaginięcie trzynastoletniej dziewczynki, córki mieszkanki kurortu, sprawia, że ich losy zostają połączone ciekawością porwania, a następnie fascynacją zbrodni. Pojawiają się pytania: kto mógł to zrobić? I co się stało z dziewczynką zostawioną tylko przez chwilę?
Podejrzanym może być każdy, przyjaźń znajomych poznanych podczas wakacji, zmienia się. Po powrocie do domu, następują obowiązkowe, pełne uprzejmości, spotkania. Każdy pragnie pokazać własne życie z najlepszej strony. Z całością łączy się także postać nadgorliwej, policyjnej stażystki Jenny Quinlan oraz detektywa Jeffrey'a Gardnera, którzy kosztem życia prywatnego, starają się złapać sprawcę.
Postać zabójcy zaskakująco odbiega od standardowego profilu mordercy, nad którym koledzy znęcali się w szkole, a rodzice zamykali w szafie. Autor udowadnia tezę, że przyczyną zbrodni może być po prostu niewinny i beztroski uśmiech niepełnosprawnej dziewczynki, który wciąż był odtwarzany w chorym i pokrętnym umyśle sprawcy.
Skomplikowane relacje międzyludzkie, zostały przedstawione na tle interesującej zbrodni w słonecznej i, wydawałoby się, wolnej od zmartwień scenerii. Stąd też wielopłaszczyznowość w przedstawieniu wydarzeń i ukazywanie jej z perspektywy każdej, podejrzanej postaci.
W „Impulsie śmierci” pojawiły się także rysy psychologiczne, które ukazują zmęczenie trwania w małżeństwie, erotyczne spojrzenia w stronę atrakcyjniejszych kobiet i ignorowanie symptomów znudzenia. Znamienne jest także zachowanie par podczas wakacji, czyli uprzejmości połączonej z przekonaniem jednorazowej znajomości. Billingham doskonale łączy zagadkowość powieści kryminalnej ze znakami czasu. Bohaterowie porozumiewają się za pomocą e-maili, korzystają z facebooka. Wtedy też pojawia się słuszne pytanie: „co robiliśmy przed powstaniem internetu”?
Przemyślana kompozycja nieszablonowego kryminału, zachęca do zagłębienia się w świat zbrodni, ludzkich przywar i wątpliwości.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Mark Bilingham, „Impuls śmierci”, Warszawa, Burda Książki, 2014
Komentarze