„Indygo” – recenzja

Recenzja książki „Indygo”
Chłopczyk z dobrego, zamożnego domu. Ma prawie wszystko, a jednak uparcie odrzuca to, co jest na wyciągnięcie ręki.

Bryanowi wydaje się, że poznał już życie. Jest jedynakiem, rodzice dbają o jego wykształcenie, aby pasował do idealnego obrazka rodziny. Chłopakowi brakuje jednak normalnosci – miłości rodziców, możliwości popełniania błędów, wspólnie spędzanych świąt,... To gosposia pokazuje mu, jak wygląda życie, gdy nie przysłania go nieustanna walka o wyższy status społeczny. Bryan bardzo szybko zaczyna buntować się przeciwko sztywnym, narzuconym zasadom. Eksperymentuje z używkami, wpada w towarzystwo, od którego nie da się uwolnić. I tak ciąg podjętych decyzji doprowadza naszego bohatera do miejsca, w którym go poznajemy – więzienia o złagodzonym rygorze. Bryan ma tam spędzić rok za brutalny gwałt na Rachel.

W więzieniu chłopak trafia do wspólnej celi z Marco, który stara się zrozumieć młodego, zagubionego, a jednocześnie zbuntowanego chłopaka i wybiera dla siebie rolę jego mentora. Trudno jest mu jednak zburzyć mur, jaki Bryan wokół siebie postawił.

Agnieszka Antosik w "Indygo" skupiła się na wykreowaniu głównego bohatera; sama fabuła oraz akcja zdają się odgrywać tu role drugoplanowe. Pomysł jest bardzo ciekawy - zapowiadała się prawdziwie psychologiczna powieść. Z realizacją wyszło już jednak, niestety, trochę gorzej i ostatecznie potencjał tej opowieści nie został w pełni wykorzystany.

Chyba główny problem z "Indygo" polega na tym, że ksiażka opiera się na bohaterze, którego nie da się lubić, rozumieć, czy choćby tolerować. Ja wiem, że bohater – gwałciciel nie ma szansy stać się postacią pozytywną, wzorem itd., jednak Bryan jest tak koszmarnie irytujący, że trudno jest po prostu wytrwać w lekturze. Nie wiem, czy był to zabieg celowy, czy Agnieszka Antosik za bardzo zatraciła się w tej kreacji i umknął jej ten moment, w którym powinna się zatrzymać i przyjrzeć swojemu bohaterowi. Co więc jest takiego niestrawnego w postaci Brayana? Przede wszystkim niekonsekwencja (najpierw mówi lub myśli jedno, za chwilę coś zupełnie odwrotnego), nieracjonalne zachowania (nawet jak na rozpieszczonego, wychowywanego pod kloszem nastolatka), których w żaden sposób nie potrafiłam sobie wytłumaczyć (i tu nawet końcówka książki, ktora teoretycznie powinna dopełniać kreślony obraz, nie ratuje sytuacji). Sam temat narkotyków, przewijający się na każdym kroku, także nie wzbudza zbytniego entuzjazmu – stanowią jedynie element uzupełniający wizerunek Bryana, ale bez tego bagażu emocjonalnego, psychicznego, jaki zazwyczaj im towarzyszy.

Bardzo zastanawia mnie także więzienie, czyli podstawowe miejsce akcji. Nie jestem specjalistką w tym temacie, więc mogę się mylić, ale odmalowany obraz wygląda bardzo nierealistycznie (np. strażnicy więzienni pojawiają się w książce jedynie wówczas, gdy są autorce potrzebni – na przykład do zaprowadzenia chłopaka do izolatki).

"Indygo" to moje pierwsze spotkanie czytenicze z Agnieszką Antosik. Nie zapowiada się, aby był to wstęp do dłuższej znajomości. Rozumiem jednak, że niektórych ta książka może poruszyć i skłonić do refleksji. Naprawdę żałuję, że nie mogę zaliczyć się do tego grona.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Agnieszka Antosik, „Indygo”, Novae Res, Gdynia, 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat