„Inna panna Bridgerton, czyli rejs ku miłości” – recenzja

Recenzja książki „Inna panna Bridgerton, czyli rejs ku miłości”.
Miłośniczki romansów historycznych i Julii Quinn zapewne ucieszy synchronizacja kolejnej serii serialu o rodzinie Bridgertonów z wydaniem następnego tomu cykl, stanowiącego prequel do opowiadanej nam właśnie na Netflixie historii malowniczej rodzinki.

„Inna panna…” przynależy do cyklu opowiadającego o familii Rokesbych, zatem rozgrywa się pokolenie przed pierwszym tomem ekranizowanej sagi. Akcja koncentruje się na mocno niezależnej osóbce, Poppy Bridgerton. Dziewczyna wkracza właśnie w trzeci sezon w Londynie, co jak wiemy średnio dobrze wróży jej na rynku matrymonialnym. Nasza bohaterka jednak nie przejmuje się tym i nadal wypatruje mężczyzny, który byłby kimś więcej, niż dobrym nazwiskiem w ładnym fraku. Poppy, w trakcie odwiedzin swojej przyjaciółki w Dorset, trafia zrządzeniem losu (i narracji) do jaskini, która okazuje się być kryjówką przemytników. I tak oto dziewczyna zostaje uprowadzona na piracki statek, którego niezwykle przystojny kapitan Andrew James Rokesby, jest korsarzem działającym z ramienia brytyjskiej korony.

Dramatyczny zwrot akcji przenosi fabułę z angielskich salonów na pokład statku płynącego do Lizbony, co stanowi ciekawa odmianę i możliwość  wykreowania nowych dekoracji dla romansu, który rzecz jasna musi rozpocząć się od szczerej niechęci dwojga skrajnie różnych jednostek. Niezwykle nudna podróż staje się początkiem ogromnej zmiany w życiu naszej bohaterki, która nie zważając na konwenanse rozpoczyna znajomość, zupełnie nieprzystającą pannie z dobrego domu.

Klasyczny motyw „od niechęci do miłości” rozgrywany jest przez autorkę bardzo zgrabnie i z talentem, który już niejednokrotnie mogliśmy poznać w poprzednich tomach. Szermierki słowne, przepychanki i przekomarzania z czasem zmieniają się w wiarygodnie odmalowaną więź dwójki ludzi, którzy niespodziewanie odkrywają bratnią duszę w kimś, kogo początkowo darzyli niechęcią.  

Jak zwykle dekoracje historyczne są bardzo umowne i nie ma tutaj mowy o wiernym odwzorowaniu XIX – wiecznych realiów, co jednak absolutnie nie przeszkadza w lekturze. Kostium historyczny jest nałożony na tyle sprawnie, że pisarce udaje się stworzyć uniwersalną historię o potrzebie miłości ludzi, którym konwenanse każą odkładać uczucie na dalszy plan. Julia Quinn ładnie pokazuje, że pragnienie stworzenia z kimś prawdziwej więzi jest uczuciem niezależnym od płci, wieku, pozycji, czy też epoki, w której przyszło nam żyć.

„Inna panna…” udowadnia, że romans historyczny może być dobrze napisaną powieścią obyczajową, która nie obraża inteligencji czytelnika, zapewniając mu kilka godzin niezłej rozrywki.

Małgorzata Tomaszkek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Julia Quinn, „Inna panna Bridgerton”, czyli rejs ku miłości, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Warszawa 2024



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat