„Inna panna…” przynależy do cyklu opowiadającego o familii Rokesbych, zatem rozgrywa się pokolenie przed pierwszym tomem ekranizowanej sagi. Akcja koncentruje się na mocno niezależnej osóbce, Poppy Bridgerton. Dziewczyna wkracza właśnie w trzeci sezon w Londynie, co jak wiemy średnio dobrze wróży jej na rynku matrymonialnym. Nasza bohaterka jednak nie przejmuje się tym i nadal wypatruje mężczyzny, który byłby kimś więcej, niż dobrym nazwiskiem w ładnym fraku. Poppy, w trakcie odwiedzin swojej przyjaciółki w Dorset, trafia zrządzeniem losu (i narracji) do jaskini, która okazuje się być kryjówką przemytników. I tak oto dziewczyna zostaje uprowadzona na piracki statek, którego niezwykle przystojny kapitan Andrew James Rokesby, jest korsarzem działającym z ramienia brytyjskiej korony.
Dramatyczny zwrot akcji przenosi fabułę z angielskich salonów na pokład statku płynącego do Lizbony, co stanowi ciekawa odmianę i możliwość wykreowania nowych dekoracji dla romansu, który rzecz jasna musi rozpocząć się od szczerej niechęci dwojga skrajnie różnych jednostek. Niezwykle nudna podróż staje się początkiem ogromnej zmiany w życiu naszej bohaterki, która nie zważając na konwenanse rozpoczyna znajomość, zupełnie nieprzystającą pannie z dobrego domu.
Klasyczny motyw „od niechęci do miłości” rozgrywany jest przez autorkę bardzo zgrabnie i z talentem, który już niejednokrotnie mogliśmy poznać w poprzednich tomach. Szermierki słowne, przepychanki i przekomarzania z czasem zmieniają się w wiarygodnie odmalowaną więź dwójki ludzi, którzy niespodziewanie odkrywają bratnią duszę w kimś, kogo początkowo darzyli niechęcią.
Jak zwykle dekoracje historyczne są bardzo umowne i nie ma tutaj mowy o wiernym odwzorowaniu XIX – wiecznych realiów, co jednak absolutnie nie przeszkadza w lekturze. Kostium historyczny jest nałożony na tyle sprawnie, że pisarce udaje się stworzyć uniwersalną historię o potrzebie miłości ludzi, którym konwenanse każą odkładać uczucie na dalszy plan. Julia Quinn ładnie pokazuje, że pragnienie stworzenia z kimś prawdziwej więzi jest uczuciem niezależnym od płci, wieku, pozycji, czy też epoki, w której przyszło nam żyć.
„Inna panna…” udowadnia, że romans historyczny może być dobrze napisaną powieścią obyczajową, która nie obraża inteligencji czytelnika, zapewniając mu kilka godzin niezłej rozrywki.
Małgorzata Tomaszkek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Julia Quinn, „Inna panna Bridgerton”, czyli rejs ku miłości, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Warszawa 2024
Komentarze