„Inne matki mnie nie cierpią” – recenzja

Recenzja książki „Inne matki mnie nie cierpią”.
Czy istnieje granica, gdy chodzi o ochronę najbliższych?

Florence Grims może nie spełniła swoich życiowych marzeń i planów; może i nie jest poukładana, za to spłukana i nieokrzesana, ale na pewno nie można jej zarzucić braku miłości do syna. Historia zaczyna się w momencie, gdy podczas wycieczki szkolnej zaginął syn bardzo zamożnej i wpływowej rodziny – Alfie Risby. Tak się składa, że Dylan, syn naszej głównej bohaterki, nie był w zbyt dobrych stosunkach ze swoim kolegą z klasy. W dodatku dowody jasno sugerują, że Dylan może mieć coś wspólnego z tą sprawą. Co zrobi Florence i jak daleko się posunie, by ratować swojego jedynego syna?

Prowokujący tytuł sprawił, że dość szybko pojawiło się w mojej głowie pytanie: czy słusznie inne matki nienawidzą Florence? Życie ją rozczarowało, potoczyło się inaczej, niż planowała, wciąż żyje swoimi marzeniami z młodości. Działa bardzo emocjonalnie, jest nieodpowiedzialna i naiwna. Ja nie czułam jednak do niej żadnej niechęci. Absolutnie nie! Choć im dłużej czytałam książkę, tym łatwiej było mi zrozumieć niechęć ze strony matek, to jestem zdania, że to przede wszystkim główna bohaterka ich nie cierpi. Łatwo przyszło mi zdefiniować cechy głównej bohaterki przez to, że autorka bardzo dobrze zobrazowała osobę Florence i jej zachowania, co jest ogromnym plusem.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że przez dłuższy moment był to kryminał w bardzo brytyjskim stylu! Bohaterka rozwiązywała zagadki, idąc po nitce do kłębka; badała tropy, często mylne, które prowadziły do innych tropów, rozmawiała ze świadkami, którzy prowadzili do innych świadków i kolejnych mylnych tropów. Czuć tu mocno inspirację klasyką, ale w bardzo nowoczesnym wydaniu, o czym przypominają różnorodne nazwy marek, które można znaleźć prawie na każdej stronie. Jest to z pewnością kryminał, patrząc na cechy powieści, ale nie odczułam tego szczególnie mocno, ponieważ komediowych wątków było dość sporo. Stąd brak poczucia grozy czy jakiegoś napięcia. Może na początku nie byłam w stu procentach przekonana, ale książka była tak wciągająca, że nawet zapomniałam o dystansie, którym obdarzyłam książkę na początku. Świetnie się przy niej bawiłam i mogę ją bez wahania polecić innym jako świetną rozrywkę. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta.

Myślę, że to nawet ciekawe, że główna bohaterka nie jest idealna. Nie jest superbohaterką z supermocami. (choć może jej się wydaje, że je ma?) Miło czasami zobaczyć, jak główny bohater popełnia głupie, ludzkie błędy. Bawiłam się przednio, więc polecam tę książkę z czystym sumieniem.

Emilia Ogrodzińska
(emilia.ogrodzinska@dlalejdis.pl)

Sarah Harman, „Inne matki mnie nie cierpią”, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat