„Droga przez kłamstwa” Ann Cleeves jest kolejnym dowodem na profesjonalizm inspektor Very, a także szerokim polem do popisu dla głównej bohaterki. Przez dramatyczne i koszmarne sceny, niczym promyki słońca, prześwitują elementy komediowe. Na początku zaznajomieni zostajemy z mieszkańcami małego miasteczka, w którym każdy każdego zna. Typowa mała społeczność – kilka czarnych owiec, kilkoro ludzi poważanych oraz cała masa sekretów i tajemnic. Pierwsze rozdziały książki to czas rozeznania i postawienia przez czytelnika wstępnych hipotez, wytypowania własnych podejrzanych. Dopiero, kiedy pomysłów zaczyna brakować, pojawia się detektyw Vera i jej ulubiony współpracownik Joe. Tym razem są jednak ograniczeni przez miejscową policję, pilnie strzegącą własnego terenu. W końcu nikt nie lubi, jak mu się kręcą pod nogami obcy, na dodatek chcący przejąć jego obowiązki. I choć już w „Ukrytej głębi” Vera nie miała lekko, tym razem zapowiadało się jeszcze gorzej.
Tempo fabuły jest umiarkowane, spokojne. Czytelnik zostaje postawiony przed dziesiątkami opcji i hipotez, z których sam raczej nie jest w stanie niczego skleić. Muszę się przyznać, że sama miałam taki moment, kiedy podejrzewałam w zasadzie każdego. Nie jest to jednak wada książki „Droga przez kłamstwa.” Te niedopowiedzenia i odkładanie rozwiązania w czasie powoduje, że człowiek sam czuje się jak detektyw. Zbiera w pamięci fakty, analizuje, dodaje dwa do dwóch. Jest to już druga powieść Ann Cleeves zbudowana właśnie w ten sposób. Kusi mnie zatem, by napisać, iż stanowi to pewien schemat, czy znak rozpoznawczy, jej twórczości. I tak jak poprzednio, końcowe rozdziały całkowicie różnią się od pozostałych. Akcja nagle przyspiesza, a czytelnik nie ma już sił, by odłożyć książkę. Krew się gotuje, ręce drżą. A co z rezultatem śledztwa? Czy jest zaskakujący, każdy musi ocenić sam. Dla mnie zdecydowanie był, gdyż w pewnym momencie zrezygnowałam z własnego dochodzenia, zagubiona pośród kłamstw, tajemnic i niejasności. Jak to dobrze, że inspektor Vera pozostała na nie niewzruszona.
Cleeves z jednej strony wywołuje w nas współczucie, z drugiej gniew, a z jeszcze innej śmiech. Każe swej bohaterce pić kilkadziesiąt herbat dziennie, wkładając w jej usta sarkastyczne komentarze, męczy ją i powoduje siódme poty, podtyka pod rękę ulubione czerwone wino, ale także wszelkie inne alkohole oraz sprawia, że do każdego rozmówcy Vera zwraca się „kotku”. I choć nie jest ona osobą ciepłą, ani miłą, nie da się jej nie lubić. W tym wypadku trzeba by pogratulować Cleeves wyobraźni i umiejętności powoływania do życia wyjątkowych postaci. A na znak wdzięczności za kilka dobrze spędzonych popołudni z książką w ręku, proponuję… zabrać się za kolejną część serii!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Ann Cleeves, „Droga przez kłamstwa”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2013
Komentarze