Inspirujące kobiety drugiego planu

Recenzja książki „One za tym stoją”.
Jeśli lubicie „historie z życia”, najlepiej dotyczące „ludzkiej strony” znanych osób, to książka „One za tym stoją” będzie dla was przyjemną lekturą na wieczór z herbatką pod ciepłym kocem.

To miała być książka o różnych obliczach pasji, która może doprowadzić do przełomu, do trzęsienia ziemi. Kobiety raz poruszone, nie zatrzymają się przed niczym, zmieniając rzeczywistość, w której funkcjonują. Zdeterminowane i pełne wewnętrznej siły, która pozwoliła im stać wobec wyzwań i pokonać je według własnych reguł. O kobietach, które rzuciły na kolana mężczyzn i ich świat pisze Aleksandra Boćkowska.

Zbiór tekstów dziennikarki „ELLE” jest taką typowo pokrzepiającą, epatującą sukcesem opowieścią. To cykl a'la reportaży, czasem lepszych, czasem gorszych, o kobietach, które potrzebują działać, a swoją działalnością – zmieniać ludzi. Zdarza im się przegrywać bitwy, jak Beacie Stasińskiej, która została zwolniona przez osobę, którą sama wskazała na szefa, jednak zawsze wygrywają wojny, jak Irmina Kubiak, która wbrew zdrowemu rozsądkowi i finansowym możliwościom rozpoczęła organizację łódzkich „Fashion Weeków”. Każda z opisywanych kobiet odnotowała na swoim koncie wielką porażkę, upadek, przegraną w nieuczciwej rywalizacji. Jak Anna Streżyńska, była prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, która narażała się swoim uporem gigantom rynku telekomunikacyjnego. Albo Agnieszka Odorowicz, której przeszło się zmierzyć ze środowiskiem filmowców, do którego wcześniej nie należała i które traktowało ją z dystansem, a czasem wręcz pogardą.

Poszczególne reportaże w zbiorze Boćkowskiej charakteryzują się różnym spojrzeniem na bohaterkę i jej działalność. Nieraz do głosu dopuszczona jest tylko ta, o której traktuje tekst, a innym razem to otoczenie wypowiada się o przedstawianej kobiecie. Stąd bardzo nierówny poziom tekstów, które nieraz przybierają kształt wywiadu, czasem trącają o sylwetkę, a niekiedy balansują na granicy reportażu. Jednak to nie jedyna niekonsekwencja, którą można wytknąć autorce. Raz skupia się na ukazaniu życia prywatnego kobiety, która lubi eksperymentować w kuchni, a raz przedstawia jedynie oblicze zawodowe pani schludnie ubranej w przepisowy, biurowy strój. Szkoda, że nie udało się dziennikarce uchwycić zarówno elementu „służbowego”, jak i „domowego” każdej postaci. Ale z drugiej strony można uznać taki zabieg za atut cyklu, dzięki któremu całość ma zdecydowanie zróżnicowany charakter.

No i oczywiście nie mogło w tym wszystkim zabraknąć feminizmu. W Polsce ostatnich dwudziestu lat to mężczyźni dominowali, to oni wytyczali ścieżki rozwoju, to w ich rękach spoczywała odpowiedzialność za losy kraju. Jednak, gdy twardzi faceci zmagali się z kwestiami ekonomicznymi i politycznymi, kobiety decydowały o tym, co dziś jemy, w co się ubieramy, co czytamy, czego słuchamy. Na płaszczyźnie wymiany poglądów, według książki Boćkowskiej, Ewa Wanat miała więcej do powiedzenia w kwestii obrony gejów niż najpopularniejsi działacze lewicowi, a Kayah cieszyła się większym niż ogromne wytwórnie autorytetem w kształtowaniu gwiazd mainstreamu.

Aleksandra Boćkowska w „One za tym stoją” spróbowała pokazać szerszemu gronu czytelników kobiety Polski XXI wieku, które dzierżą w swoich rękach nie tyle władzę polityczną, ile kreują trendy i upodobania. Tylko czy trzeba było pisać o tym książkę? Przecież to wszystko już kiedyś było w „Pani” czy „ELLE”...

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

Aleksandra Boćkowska, „One za tym stoją”, Wydawnictwo MG 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat