„Instytut” - recenzja

Recenzja książki „Instytut”.
Jakub Żulczyk powraca z nowym, odświeżonym wydaniem „Instytutu”. Czy książka podbije serca fanów literatury grozy?

Jakub Żulczyk to zdecydowanie jeden z bardziej popularnych polskich pisarzy młodego pokolenia. Jego styl jest charakterystyczny, cechujący się dynamicznymi dialogami i wartką akcją. Brak dbałości o szczegóły, choć czasem bywa irytujący, ma swój urok. Proza Żulczyka jest specyficzna i ma w sobie coś surowego, co widać również w „Instytucie”, który dzięki temu zyskuje specyficznego stylu i zapada w pamięć.

Historia przedstawiona w tej powieści, opowiada o Agnieszce - rozwódce, matce, kobiecie w średnim wieku prowadzącej raczej rozrywkowy tryb życia. Jej mieszkanie nazywane „Instytutem” jest miejscem spotkań jej znajomych oraz nieznajomych. Opowieść przeplatana jest wspomnieniami z życia bohaterki, powieść sensacyjna miesza się tutaj z fabularną. Po jednej z licznych imprez Agnieszka i jej przyjaciele orientują się, że zostali uwięzieni w jej mieszkaniu, całkiem odcięci od świata, nie mając pojęcia kim są robiący to „Oni” i czego tak naprawdę chcą w zamian za ich uwolnienie. Z każdą chwilą sytuacja staje się coraz bardziej przerażająca i wciągająca. „Instytut” to powieść z nienaganną narracją, którą się czyta niezwykle szybko, co chwila przeskakując kolejne strony. Książka wciąga i gdy się ją zacznie ciężko ją odłożyć bez przeczytania jej do końca. To zdecydowanie pozycja na jeden, długi wieczór.

Książkę tę wydano po raz drugi i po raz drugi notki od wydawnictwa nie robią jej przysługi. Czemu? Określanie książki, jako bardzo mocnego thrillera, skupianie się na tajemniczych i makabrycznych zdarzeniach nie pozwala do końca czytelnikom dostrzec drugiego dna tej powieści, odkryć historii w historii. „Instytut” w dużej mierze jest książką psychologiczną, w której pod płaszczykiem sensacyjnej fabuły, przemycono historię o życiu, w którym dokonano niezbyt trafnych wyborów, historię o sytuacji bez wyjścia, depresji i uwięzieniu samego siebie gdzieś głęboko, tak głęboko, że można stracić wiarę na to, że jeszcze kiedyś odnajdzie się samego siebie. O sytuacjach, w których zwykła rzeczywistość staje się bardziej przerażająca, niż niejeden kryminał...

Czytając jednak nowe, poprawione przez autora wydanie, nie potrafiłam przestać przywoływać w pamięci fragmentów pierwszej wersji. Czy nowa wersja zyskała na jakości? Autor deklaruje, że lubi ją znacznie bardziej, ja jednak nie zawiodę go potwierdzając, że czytelnicy nie lubią zmian. Poprzednia, bardziej surowa wersja podobała mi się jednak nieco bardziej. „Instytut” to powieść, której nie da się jednoznacznie ocenić. Pod wieloma względami książka ta jest naprawdę dobra, zdecydowanie zasłużyła na miejsce w kolekcji „Nowa proza polska”, jednak jak sam autor stwierdził w posłowie: „Nie da się dobrze wytłumaczyć zagadki, którą rozpoczyna się Instytut, żeby jej nie spalić”. I coś w tym jest, ale najlepiej przeczytajcie i oceńcie sami, bo to pozycja, o której warto jest mieć własne zdanie.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Jakub Żulczyk, „Instytut”, Świat Książki, Warszawa 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat