Coraz inteligentniejsze urządzenia, które otaczają nas na co dzień, postępująca informatyzacja i zmyślne gadżety bez wątpienia ułatwiają nasze życie. Dla wielu są one także źródłem niebezpieczeństw, tj. choroby cywilizacyjne, uzależnienia czy zastąpienie więzi międzyludzkich wirtualnymi relacjami. Wizją, która roztacza w „Następcach” Edward M. Lerner podejmuje większość z powyższych wątków.
Choć okładka książki, może skojarzyć się z „Terminatorem”, to właściwie jedynym elementem wspólnym z popularnym filmem jest fakt, że maszyny okazują się inteligentniejsze od ludzi. Nanoboty, bo to o nich mowa, to mikroskopijne urządzenia, które wchodzą w skład specjalistycznych, stworzonych za pomocą nanotechnologii nowoczesnych kombinezonów. Chronią one przed uderzeniami, zatrzymują pociski, nie można ich przebić nożem, a dodatkowo leczą rany – to prawdziwa gratka dla armii, policji i wszystkich służb mundurowych. Jednak, żeby zechcieli ich używać, ktoś musi ich do tego przekonać i tą osobą jest Brent Cleary, specjalista do spraw sprzedaży z firmy Garner Nanotech. I tak właśnie zaczyna się książka - kiedy Brent usiłuje przedstawić zalety stroju lekceważącemu go policjantowi, nie wiedząc jeszcze, że tego dnia jego życie ulegnie całkowitej przemianie.
Dzięki nanostrojowi nasz główny bohater przeżył katastrofę, której nie mógł przeżyć żaden człowiek. Choć mocno pogruchotany, powoli wraca do zdrowia i do pracy jako żywa reklama niezniszczalnego nanostroju. Co lepsze, z każdym dniem odkrywa u siebie pozornie pożądane cechy – staje się inteligentniejszy, szybciej kojarzy fakty, jest pełen skutecznych, choć niekonwencjonalnych rozwiązań. Nie wie jednak jeszcze, że to nie on, a jeden z nanobotów, który zagnieździł się w jego mózgu i pobudza jego synapsy. Tak zaczyna się przemiana Brenta z przeciętnego człowieka w inteligentną, choć pozbawioną emocji maszynę, która z dnia na dzień staje się coraz bardziej władcza i ekspansywna.
Jedną z większych zalet „Następców” są dobrze zarysowane postacie, zarówno wspomnianego już Brenta, a jak i jego przyjaciółki Kim, która podejmie nierówną walkę o odzyskanie swojego przyjaciela. Słabości, rozterki, a nawet niepowodzenia, czynią bohaterów wykreowanych przez Edwarda M. Lernera bardzo ludzkimi, a zarazem bliskimi czytelnikowi.
Często stosowany w książce żargon technologiczny może być nieco męczący. Zwłaszcza biologiczne aspekty nanobotów i opisy programowania. Każdy, kto w szkole nie lubił nauk ścisłych, przeczyta je zapewne jednym okiem. Ale choć mogą wydać się nudne, doskonale świadczą o autorze, który zadał sobie trud dokładnego przestudiowania opisywanych przez siebie zjawisk i dzięki dbałości o szczegóły nadał swojej książce autentyzmu.
Książkę polecam z czystym sumieniem, ale raczej fanom kryminałów i thrillerów, niż science fiction.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Edward M. Lerner, „Następcy“, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
Komentarze