„Intro ligare” – recenzja

Recenzja książki „Intro ligare”.
Warszawa za panowania Zygmunta II Augusta kryła w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich był papirus znaleziony przez introligatora. Jego historię możecie poznać w książce Ryszarda Mrozka „Intro ligare”.

Od samego początku byłam bardzo ciekawa, co też kryje w sobie nowowydana książka. Tajemnicza okładka, będąca zapowiedzią interesującej i trzymającej w napięciu historii opisanej przez autora, przedstawia panoramę szesnastowiecznej Warszawy, stare książki oprawiane przez głównego bohatera, zagadkowy papirus i majestatycznego złotego orła, o którym sam Ryszard Mrozek opowiada nam na początku powieści. Jak się później okazało, nowa pozycja literacka kryła w sobie jeszcze większe bogactwo enigmatyczności i niejasności.

Paweł, młody introligator pozbawiony perspektyw i nadziei na dobrą pracę oraz otworzenie własnej pracowni, przeprowadził się z Krakowa do Warszawy. Piękny sen o rozpoczęciu nowego, lepszego życia skończył się tak samo szybko, jak się pojawił. Zawiedziony Paweł udał się w rezygnacji do kościoła, by tam prosić Boga o przychylność i rozwiązanie problemów. Tam spotkał swojego dawnego znajomego, Łukasza, który niegdyś mieszkał w domu młodego introligatora. Po pewnym czasie prośba mężczyzny została wysłuchana. W pobliskiej bibliotece otrzymał pierwsze książki do oprawienia. Pewnego dnia Paweł znajduje w jednym z woluminów kartkę papirusu z tajemniczym rysunkiem. Razem z przyjacielem Łukaszem starają się rozwiązać zagadkę znaleziska.

„Intro ligare” to mistrzostwo samo w sobie. Idealne połączenie historii i niezbadanej tajemnicy, okraszone literackim kunsztem i świetną grą emocji tworzy powieść, do której z sentymentem będę wracała po latach. Pozycja kradnie serce czytelnika już od pierwszych stron – zdaje się, że każde słowo, każda najmniejsza litera zostały tutaj postawione nie bez przyczyny. Pogłębianie posiadanej wiedzy z jednoczesną przyjemnością czerpaną z czytania tak świetnej książki to najlepsze rozwiązanie, na jakie mogłam trafić. Można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że po przeczytaniu dziesiątek czy setek pozycji już nic nie może nas zaskoczyć, ale takie książki, jak ta, szybko burzą takie przekonanie. Jestem pewna, że tego typu powieści zawsze znajdą grono wiernych odbiorców, którzy nie odłożą ich na półkę tylko po to, by zbierały kurz, ale po to, by po paru miesiącach czy latach znów do nich wrócić i odkryć w nich coś nowego, coś, co wcześniej umknęło naszej uwadze.

Osobiście jestem przekonana, że ta książka należy do kanonu literatury, która nigdy nie straci swojego blasku. Sięgajcie więc po nią, bo z pewnością zapadnie w Waszej pamięci na dłużej i zmieni Wasz dotychczasowy sposób postrzegania literackiego świata.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Ryszard Marian Mrozek, „Intro ligare”, Novae Res 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat