Wspomnienia Demi Moore nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Aktorka zaprasza nas do swojego intymnego świata pokazując życie z własnej perspektywy. To jej szansa na opowiedzenie własnej historii bez udziału fleszy i portali plotkarskich.
Każdy z nas ma w głowie jeden z filmów, które kojarzą się z Demi Moore. Dla mnie to film „Striptiz” i nie ze względu na największą w historii Hollywood gażę dla aktorki. Demi Moore wciela się w postać matki, która rozpaczliwie pragnie odzyskać córkę. Bohaterka jest trochę naiwna, a trochę przypomina to historię o tym, że wszystko może się zdarzyć. Najważniejszym motywem jest jednak cielesność. Demi Moore jest tam uosobieniem czystego piękna, od którego nie można oderwać wzroku. To dążenie do wymarzonego ideału piękna będzie jej towarzyszyć przez całe życie. Zwyczajem jest, że wielkie biografie zawierają intymne szczegóły z życia, które rozpalają czytelników. „Intymnie” nie ma takich fragmentów. Demi zwierza się z problemów z odżywianiem, molestowaniem, walką z uzależnieniem, a także krótko wspomina o kulisach rozwodu z Brucem Willisem i rozstaniu z Ashtonem Kutcherem. Trochę jakby chciała wyprzedzić fotoreporterów i nadać własny ton historii. Nieco brakuje pikanterii w opowieściach o zrealizowanych filmach. Zawsze są to dobre opowieści, a na planie wszystko się udawało. Trudno w to uwierzyć, ale to przecież nie biografia, a jej wspomnienia.
Dużą zaletą jest otwartość - Demi daje się poznać jako dziewczyna z sąsiedztwa, która z nikomu nieznanej dziewczyny staje się najjaśniejszą gwiazdą Hollywood. W swoich wspomnieniach Moore rozprawia się również z plotkami funkcjonującymi w mediach - relacjami z córkami czy powodami rozstania z ostatnim partnerem. Jakby miała dość zaglądania przez dziennikarzy do jej domu.
Dla mnie to historia bez szczęśliwego zakończenia, bo z gorzką pigułką na koniec. Jeśli my widzimy piękność przedstawioną w filmie „Striptiz”, to Demi Moore pokazuje, co się za tym kryje. Miesiące morderczych ćwiczeń na siłowni, późniejsze zaburzenia odżywiania, uzależnienie od używek i ciągły brak akceptacji samej siebie. Mimo tego „Intymnie” ma również słodki wydźwięk bo jest napisana w atmosferze wielkich sukcesów. Aktorka stara się rozprawić również z łatką „Dajmi Moore”, czyli kwot, jakie uzgadniano za jej role. Porusza problem wynagrodzeń dla kobiet. Mimo posiadania statusu gwiazdy i tak zarabiała mniej niż jej mąż, Bruce. To raczej rodzaj autoterapii Moore, która wystawia się na publiczny widok i otwarcie mówi o swoich uczuciach. Pokazuje cenę sławy i własną prawdę o przebytej drodze. Filmografia Demi Moore, okładka w Vanity Fair stały się kultowe...to kwestia szczęścia czy wyjątkowości? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Demi Moore, „Intymnie. Moje wspomnienia”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
Komentarze