„Irma” - recenzja

Recenzja książki „Irma”.
Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku to czas totalitaryzmu i złote lata polskiego kina, ale czy to dobre tło dla powieści kryminalnej?

Marcin Gryglik na co dzień pracuje w korporacji medialnej, w wolnych chwilach zajmuje się pisaniem. Na swoim koncie ma publikacje do magazynów literackich, a „Irma” jest jego drugą powieścią – kryminałem w stylu retro, gdzie akcja toczy się w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku w Polsce. Tytułowa Irma to młoda aktorka, która lubi dobrze się zabawić. Nie stroni od morfiny, bywa w klubach jazzowych i często wdaje się w romanse. Łapie się także każdej fuchy w filmie i w teatrze. Gdy zostaje zamordowany znany reżyser zostaje ona poniekąd zmuszona do współpracy z milicją, która nie ma szans przeniknąć do artystycznego światka.

Zamordowany to Zygmunt Webber, wybitny reżyser, mężczyzna o niezachwianej pewności siebie, mający liczne znajomości. Jednak po jego śmierci okazuje się, że twórca nie był zbyt lubiany, a wiele osób z jego środowiska wcale nie zasmuciła jego śmierć. Mimo że była to egzekucja z zimną krwią, wydaje się, że wszyscy znajomi i współpracownicy reżysera odetchnęli z ulgą. Milicjanci prowadzący śledztwo werbują wcześniej wspomnianą Irmę Rawską, jednak szybko okazuje się, że również i ta młoda aktorka miała powody by nie darzyć Webbera sympatią. Akcja książki rozgrywa się w Warszawie, w 1954 roku. To czasy Gomułki i totalitaryzmu. Autor dość wiernie oddał realia Polski i panujących w niej zwyczajów w tamtych czasach. Ciekawie został ukazany świat artystyczny, wpływy ważnych ludzi czy to jak różniło się to, co mówiło się publicznie od tego, jakie poglądy mieli ludzie wygłaszając je w zamkniętym gronie przyjaciół. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że powieść porusza też ważny wątek molestowania seksualnego.

Autor nakreślił całkiem ciekawy świat, „Irma” pokazuje w interesujący sposób dawne czasy, nie robiąc tego w typowo, czarno - biały sposób, jednak książka sama w sobie nie jest szczególnie udana. Wiele tutaj niedociągnięć oraz niepotrzebnych, pobocznych wątków, które odwracają uwagę od głównego tematu powieści. Narracja jest poprowadzona nierówno - w pewnych momentach książka jest nieco lepsza stylistycznie, a w innych znów gorsza. Dialogi są w większości  drewniane, kiepsko napisane. Dużo wulgaryzmów, które niezbyt pasują i niepotrzebnie dodane wątki z romansem skutecznie obniżają moją ocenę powieści.

Ze względu na ciekawe tło chciałoby się odkryć w „Irmie” coś ciekawego i wciągającego i choć bohaterzy są dość ciekawi i interesująco wykreowani, to jednak całość nie wypada dobrze. Ciężko mi było się wciągnąć w książkę - już sam jej początek był wybitnie niezachęcający, a przydługie dialogi zbyt ciężkie, aby przejść dalej. Autorowi brakuje lekkości pióra. Może kryminał to nie do końca gatunek odpowiedni dla Marcina Gryglika? Ciężko tutaj ocenić dlaczego książka wypada ogólnie słabo, mimo teoretycznie ciekawego pomysłu i raczej interesujących bohaterów.

Niestety, ale muszę przyznać, że męczyłam się przy lekturze „Irmy” i jej czytanie przychodziło mi naprawdę z trudem. Powieść ma potencjał i autor wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika, ale nie potrafi jej podtrzymać. Kolejne wątki szybko mnie nudziły. Akcja stała w miejscu, a brak odpowiedniego dopieszczenia wątku kryminalnego, który powinien być na pierwszym miejscu, skutecznie mnie zniechęcał do czytania. Książka ta po prostu nie spodobała mi się i choć staram się odnaleźć w niej pozytywne aspekty, to jednak nie mogę uczciwie dać jej wysokiej oceny. Być może kolejne książki autora będą lepsze, tutaj jednak nie do końca się udało.

Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)

Marcin Gryglik, „Irma”, Zysk i S-ka, Warszawa, 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat