„Irmina” – recenzja

Recenzja książki „Irmina”.
„Irmina” Piotra Lasoty – kiedy tajemnica gubi się w szczegółach.

Ciekawa zagadka, pamiętnik pełen tajemnic i Dolny Śląsk – „Irmina” miała wszystkie składniki dobrej historii, ale po drodze zgubiła gdzieś proporcje.

Lubię książki, które każą zaglądać w przeszłość. Zwłaszcza wtedy, gdy stare historie nie pozostają zamknięte na ostatniej stronie pamiętnika, ale zaczynają wpływać na życie kolejnych pokoleń. „Irmina” Piotra Lasoty miała więc od początku całkiem sporo argumentów, żeby mnie zainteresować. Jest tajemnica, jest skarb, są wydarzenia z czasów wojny i powojennej Polski, jest pamiętnik, są rodzinne sekrety, a całość rozgrywa się między Wrocławiem, Żórawiną, Lubaniem i klasztornymi murami.

Brzmi dobrze? Owszem. I właśnie dlatego szkoda, że wykonanie nie przekonało mnie tak samo jak pomysł.

Największym problemem okazała się konstrukcja zagadki. Początkowo kolejne informacje rzeczywiście budują ciekawość. Z czasem jednak zaczęłam mieć poczucie, że zamiast przybliżać się do rozwiązania, coraz bardziej oddalamy się od tego, co właściwie jest istotne. Pojawia się kolejny przełom, po czym okazuje się, że ktoś nie powiedział całej prawdy. Następna rozmowa coś wyjaśnia, by za chwilę zostać podważona kolejnym kłamstwem. I tak w kółko.

Po kilku takich rundach trudno już ekscytować się tym, że właśnie odkryliśmy coś ważnego, skoro doświadczenie podpowiada, że za kilka stron wszystko może zostać ponownie wywrócone. Tajemnica przestaje być wtedy zagadką, którą chce się rozwiązać, a zaczyna przypominać układankę, w której ktoś regularnie podmienia elementy.

Szkoda, bo sama historia ma potencjał. Szczególnie podobało mi się założenie, w którym ślady przeszłości pozwalają odkrywać kolejne warstwy historii i obserwować, jak dawne wydarzenia wpływają na późniejsze losy bohaterów. Ciekawa jest również koncepcja lokalnej zmowy i ludzi, którzy przez lata chronią kryminalną tajemnicę. To właśnie w tych elementach widziałam największy potencjał książki.

Niestety z czasem coraz mocniej miałam wrażenie, że autor próbuje upchnąć w tej historii zbyt wiele. Zamiast pozwolić zagadce pracować, co chwilę pojawiają się kolejne dopowiedzenia, wyjaśnienia i moralne komentarze. W efekcie zgubił się gdzieś las w drzewach.

Swoje trzy grosze dorzuca również narrator. Piotr Atosal jest bohaterem pierwszoosobowym i dość wyraźnie stanowi alter ego autora. Sam zabieg nie musi być problemem, tutaj jednak przez cały czas miałam poczucie, że pomiędzy mną a fikcyjnym światem stoi sam autor. Szczególnie niezręcznie wypadały momenty, kiedy inni bohaterowie chwalili twórczość Piotra. Po staropolsku – awkward.

Nie pomogło mi również to, że pozostałe postaci poznajemy przede wszystkim poprzez jego interpretacje. Wiemy tyle, ile on chce nam powiedzieć i w taki sposób, w jaki sam postanowi je ocenić. Zabrakło mi możliwości samodzielnego przyglądania się bohaterom i wyciągania własnych wniosków. Zapamiętałam ich, ale żadna z postaci nie stała mi się szczególnie bliska.

Najwięcej współczucia wzbudzili we mnie młodszy Jabłoński i jego matka. Co ciekawe, oboje przez całą historię pozostają martwi, więc może nie jest to najlepsza rekomendacja dla kreacji pozostałych bohaterów.

Nie do końca przekonała mnie też historia samej Irminy. Jej los jest niewątpliwie tragiczny i trudno przejść obojętnie obok ogromu doznanych przez nią krzywd. Problem pojawił się w sposobie przedstawienia tego doświadczenia. Autor próbuje pokazać szarość świata, w którym nie ma jednej strony całkowicie niewinnej i drugiej całkowicie winnej. Rozumiem ten zamiar. Zgrzytało mi jednak to, że kontekst społeczno-polityczny momentami zostaje sprowadzony do powtarzanego komunikatu, że „każdy ma coś za uszami”. Kolejne moralizujące rozmowy, zamiast pogłębiać historię, zaczynały ją dla mnie spłaszczać.

A skoro już o sposobie podania mowa – nie mogę pominąć języka. „Irminę” rzeczywiście czyta się lekko. Bardzo lekko. Momentami aż za lekko, ponieważ autor wykazuje dość elastyczne podejście do leksykonu języka polskiego.

Nie chodzi o to, że tekst jest niezrozumiały. Sens zazwyczaj jest jasny. Tyle że co jakiś czas pojawiało się sformułowanie, które wybijało mnie z rytmu i powodowało krótką pauzę: czy tak się właściwie mówi? „Szara eminencja” w odniesieniu do biskupa, „skręcanie sprawy” zamiast jej ukręcenia, „bajońskie obrazy” czy „niemiłosiernie wygodna rzecz” to tylko kilka przykładów. Nie są to błędy czy zwroty, które uniemożliwiają lekturę, ale występują wystarczająco często, żeby zwracać uwagę.

Podobnie jest z dialogami. Nie zawsze brzmią naturalnie, a niektóre rozmowy sprawiają wrażenie skonstruowanych przede wszystkim po to, żeby dostarczyć kolejnej porcji informacji. Do tego dochodzą przypadkowe spotkania i zbiegi okoliczności, dzięki którym bohater akurat wie to, co w danym momencie wiedzieć powinien. Z czasem trudno było mi traktować je jako naturalny ciąg wydarzeń.

Ostatecznie „Irmina” pozostawiła mnie więc z poczuciem zmarnowanego potencjału. To nie jest historia pozbawiona pomysłu – wręcz przeciwnie. Jest tu materiał na ciekawy kryminał regionalny, historię o pamięci, winie, przemilczeniach i konsekwencjach wydarzeń, które miały dawno odejść w przeszłość. Tylko że zamiast skupić się na tym, co w tej historii najciekawsze, autor obudował ją tak wieloma szczegółami, dygresjami, kolejnymi wersjami wydarzeń i komentarzami, że sama zagadka zaczęła mi się gdzieś po drodze wymykać.

Czy poleciłabym „Irminę”? Przede wszystkim osobom zainteresowanym Wrocławiem i Dolnym Śląskiem, lokalnymi historiami oraz kryminałami mocno zanurzonymi w przeszłości. To może być też książka w sam raz do pociągu – czyta się ją szybko.

Ja natomiast po kolejną książkę Piotra Lasoty sięgnęłabym dopiero wtedy, gdybym wiedziała, że tym razem autor pozwoli swojemu alter ego odpocząć poza kartami powieści, a polskie idiomy odzyskają należną im pozycję.

Ewa Jarosz

Piotr Lasota, „Irmina”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat