Pewnie wiele z was puknęłoby się w głowę, bo niby jakim cudem z naszych napiętych grafików miałybyśmy wyłuskać dla siebie choćby godzinę dziennie? Wydaje się niemożliwe? Nic bardziej mylnego!
Zanim sięgnęłam po książkę Jennifer Ashton i Sarah Toland pod tytułem „Jak być szczęśliwszą, zdrowszą i piękniejszą” stałam w pierwszym rzędzie z kobietami, które na wspomniane przeze mnie nieco wyżej wskazówki prychnęłyby tylko z dezaprobatą, mając w swojej głowie całą listę rzeczy, które trzeba zrobić w domu, w pracy, dla męża, dzieci i… Właśnie. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Nas. Czy nagle w momencie przyjścia na świat staliśmy się jedyną osobą w galaktyce, o którą nie trzeba dbać, a której priorytetowym zadaniem jest troska o wszystko i o wszystkich poza nią samą? Teraz brzmi to nieco absurdalnie, prawda? Czasami dobrze byłoby móc stanąć obok siebie samej, popatrzeć na siebie z miłością (wiem, kolejna abstrakcja) i zacząć mówić do siebie jak do przyjaciółki. Czy wtedy znalezienie czasu dla siebie nadal byłoby misją niemożliwą do zrealizowania?
Jennifer Ashton i Sarah Toland wcielają się dzisiaj w rolę naszych przyjaciółek. Przychodzą do nas z programem zmian, które mają za zadanie pomóc nam odrzucić przedrostek „nie” ze słowa „niewykonalne”. Cały projekt podzielony jest na dwanaście miesięcy – każdy miesiąc odpowiada jednej grupie zadań, które pozwolą nam zatroszczyć się o sferę cielesną, duchową i emocjonalną naszego „JA”. W poszczególnych rozdziałach znajdujemy całe mnóstwo cennych wskazówek, dzięki którym trudne i z pozoru niemożliwe do wcielenia w życie zmiany zostaną rozbite na drobne nawyki, nad którymi mamy pracować w danym miesiącu. Wszystko po to, abyśmy nie musiały rzucać się na głęboką wodę i żeby wprowadzane modyfikacje stały się dla nas naturalne niczym oddychanie.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Jennifer Ashton, Sarah Toland, „Jak być szczęśliwszą, zdrowszą i piękniejszą”, Wydawnictwo MUZA 2021
Komentarze