Motyw przewodni tej książki był już badany i wałkowany na wszystkie możliwe sposoby w tzw. babskiej literaturze. Oto kobieta musi wybierać między spełnianiem się zawodowo a rolą idealnej małżonki i pani domu. Wybór nigdy nie jest prosty. Tylko czy naprawdę trzeba wybierać? Sadie Drew, główna bohaterka „Bezradnika małżeńskiego”, młoda mężatka - zadowolona ze swojego życia, nieco nieoczekiwanie dla samej siebie, staje nagle przed tym kobiecym dylematem. Na dodatek (aby dodać fabule nieco pikanterii) pojawia się „ta trzecia”. I tak oto rozpoczyna się opowieść o walce o własne szczęście. A jak to zwykle w takich książkach bywa, wszystkie mądrości życiowe serwowane są czytelnikowi w lekkiej, łatwej do przełknięcia formie.
Podejrzewam, iż „Bezradnik małżeński” z założenia miał być antytezą poradnika małżeńskiego. Ten figlarny zabieg udał się autorce znakomicie. Z jednej strony otrzymujemy skondensowaną wiedzę na temat kobiecych sztuczek, mających zagwarantować szczęśliwe pożycie małżeńskie. Traktowane są one z przymrużeniem oka, a dzięki incydentom z życia głównej bohaterki, możemy się przekonać, że przyjmowanie takich porad śmiertelnie poważnie jest po prostu... niepoważne.
Poza skomplikowanymi relacjami damsko - męskimi jeszcze jeden wątek książki zasługuje na uwagę. A mianowicie prawdziwa kobieca solidarność. O tym, że przyjaciółki to bardzo przydatny wynalazek w życiu każdej kobiety, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. W „Bezradniku małżeńskim” znajdujemy liczne potwierdzenia tej tezy. Idąc krok dalej, Polly Williams przekonuje nas także, że kobieca przyjaźń nie musi ograniczać się do relacji między równolatkami. Wprowadzając w życie Sadie Drew tajemniczą, nieco ekscentryczną, ale ciepłą staruszkę, autorka udowadnia, że więź między pokoleniami może być co najmniej równie atrakcyjna.
Aby docenić tę książkę, trzeba przebrnąć przez kilka pierwszych stron. Nie od razu bowiem „Bezradnik małżeński” zachwyca. Zaczyna się tak jak wiele przeciętnych powieści, dość nudno, ośmieliłabym się powiedzieć. Jednak z każdą kolejną kartką akcja wyraźnie nabiera tempa, aby na końcu, osiągająć prędkość rozpędzonego pociągu, porwać czytelnika, pozwalając mu zapomnieć o świecie. A propos pociągów. To jest właśnie książka, którą polecam podróżującym. Z łatwością zmieści się w podręcznym bagażu, umilając dłużące się godziny podczas jazdy. To prawdziwa komedia omyłek, wywołująca na twarzy uśmiech, ale też momentami wzruszająca. Dostarczane czytelnikowi emocje są niezwykle umiejętnie dawkowane przez Polly Williams. A więc dostajemy dokładnie to, czego należy oczekiwać po lekkiej i przyjemnej lekturze. Żadnego przedawkowania.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Polly Williams, „Bezradnik małżeński”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze