Rozpoczynając przygodę z książkę „Jak trafiłem w zaświaty” w sumie nie byłam szczególnie optymistycznie nastawiona. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie myślałam, że znajdę w niej coś, co spodoba mi się na tyle, by przeczytać ją do końca. I wiecie co Wam powiem? Miałam błędne nastawienie – to po pierwsze, a po drugie – nie oceniaj po okładce. Już pierwsze strony sprawiły, że miałam ochotę czytać dalej i dalej.
„Kochajmy ludzi starszych. Albo powiem inaczej: szanujmy ludzi starych, gdyż oni byli młodymi, a młodzi też będą starymi – ot i cała filozofia życia… Piękne zdanie…”
Takie właśnie piękne zdanie rozpoczęło całą lekturę. Coś w tym jest, jest na pewno. Będąc w tym momencie życia w jakim jestem, nie myślę o starości. Żyję tym, co jest tu i teraz i nie zastanawiam się nad latami, kiedy nie będę miała tej metryczki co teraz. A chyba jednak to złe. Powinniśmy choć raz na jakiś czas zatrzymać się, zwolnić i pomyśleć o swoim życiu. Czy żyjemy tak, by przeżyć każdy dzień z szacunkiem do siebie i drugiego człowieka? Czy nie żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy lub zrobiliśmy?
Bohater książki to człowiek, który kocha życie najbardziej jak tylko potrafi. Nie rozumie podejścia ludzi, którzy wiecznie narzekają na wszystko i na wszystkich. Nie gardzi takimi osobami, ale często próbuje ich uświadomić, że żyją w błędnym przekonaniu i że to nie świat jest zły tylko podejście do życia sprawia, że wszystko wokół nas jest takie jak sobie wyobrażamy. Interesuje się myślistwem. Kocha Mazury i kocha także jeść. Trafia do szpitala. Czeka go operacja. Po niej w ogóle nie stosuje się do swojej diety i… właśnie przenosi się w zaświaty. Tam zaczyna nowe życie. Nie ma ograniczeń. Może robić wszystko to, na co ma ochotę. To, na co nie mógł sobie pozwolić w życiu ziemskim.
„Życie to jednak echo, co wysyłasz, wraca – identycznie jak bumerang. Albo inaczej: co zasiejesz – zbierasz. Co dajesz – otrzymujesz.”
Kolejne piękne przesłanie autora książki do nas czytelników. Zawsze w to wierzyłam i wierzę do dziś. Może nie zawsze stosowałam się do tej mądrości, ale z wiekiem przyszło mi to samo i utwierdzam się każdego dnia w tym, że to co po sobie zostawimy na ziemi zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Nikt życia za nas nie przeżyje.
Polecam książkę na długie wieczory. Jest bardzo intrygująca i niesamowicie wciąga w historię bohatera. Wciąga nas tak bardzo do jego świata, że nie chcemy się od niej odrywać. Lubię tego typu utwory. Lubię takich bohaterów i takie przesłania autorów.
Monika Pawlak
(monika.pawlak@dlalejdis.pl)
Leszek Mierzejewski, „Jak trafiłem w zaświaty”, NOVAE RES, 2017
Komentarze