Jako pasjonatka kosmicznych odkryć i technologii z nimi związanych nie mogłam się oprzeć tej książce. Podróże poza Ziemię wydają się przeżywać drugą młodość, odkąd zainteresowały się nimi prywatne podmioty. Od czego zaczynali? W jakim kierunku idą? Co dalej? Pytań jest całe mnóstwo, a sądząc po wychodzących tytułach tego typu, odpowiedzi też nie brakuje.
Jeszcze do niedawna loty kosmiczne były domeną wyłącznie rządów wielkich mocarstw. Peter Diamandis, naukowiec i przedsiębiorca, zaangażował się w jedno z największych awanturniczych przedsięwzięć naszych czasów, gdy tylko zorientował się, że NASA „kończy z podróżami kosmicznymi”. Postanowił utworzyć prywatny sektor lotów kosmicznych. Pasje i zaangażowanie wielkich postaci sprawiło, że stało się to realne. Powstała nowa branża i nowa era.
Opasła księga od pierwszych stron jest napisana przystępnym językiem, wprowadzając czytelnika w temat od podszewki. Skąd w ludziach, których nowatorskie poczynania z zapartym tchem obserwował potem cały świat, takie zainteresowania? Na początku było trochę faktów; przytoczono, kto na jakie trudy się natknął. W żadnym wypadku nie przypominało to jednak biografii czy typowej książki o współczesnej historii. Chwilami miałam wręcz wrażenie, że jest fabularyzowana (oczywiście w pozytywnym kontekście). Życiorysy „awanturników”, a także pomysły, jakimi żyli i żyją, oraz ich realizacja są na tyle barwne, że czyta się to bardzo szybko. Przerzucając kolejne kartki coraz bardziej można się z nimi zżyć.
Trochę dat, trochę profesjonalnego słownictwa zostało przeplecione skąpymi dialogami. To zabieg prosty, a jednocześnie wiele dający i rozbijający tekst w sposób, żeby na pewno nikogo nie przytłoczył. Podobało mi się umieszczenie wielu fotografii z dokładnymi opisami. Nie przesadzono z nimi. Stanowiły miłe urozmaicenie.
Co więcej, książkę podzielono wyjątkowo umiejętnie na części o chwytliwych i wiele mówiących tytułach. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że działania postaci były… zaskakująco dynamiczne. Historia Diamandisa w pewnym momencie stała się nie tylko opowieścią o dokonaniach naukowca-pasjonata, ale opowieścią o tym, że pasja i wytrwałość mogą zdziałać cuda. „Jak zrobić statek kosmiczny” w pewnych momentach wydawała się wręcz zawołaniem do tego, by nigdy się nie poddawać i skrupulatnie realizować cele.
Była w pewien sposób zaskakująca. Może nie tyle, ile chodzi o „zwroty akcji”. Czytając, po prostu nie mogłam się nadziwić, ile jest w stanie znieść człowiek i… jak bardzo można być upartym, próbując niemożliwego.
To książka przybliżająca wielkich zasłużonych dla branży prywatnych lotów w kosmos, ale też o rozwoju technologii kosmicznej ogółem i (być może to powinnam wymienić w pierwszej kolejności) sprawczości ludzkiej. O tym, że ciężką pracą można spełniać marzenia. Przecieranie ścieżek jest jak najbardziej możliwe. Po przeczytaniu wiedziałam, że to książka nie tylko dla pasjonatów tematyki, nie tylko chcących poznać Muska, Bransona, Allena i innych znanych z dziedziny, ale także dla ludzi ciekawych świata, którzy chcą coś zdziałać. Myślę, że to jedna z książek, która potrafi zarazić zainteresowaniem astronautyką.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Julian Guthrie, Stephen Hawking; „Jak zrobić statek kosmiczny. O bandzie awanturników, zaciętym wyścigu oraz o narodzinach prywatnej astronautyki”, Zysk i S-ka, 2020.
Komentarze