„Jakby nikogo nie było” to prosta, aczkolwiek bardzo mocna w przekazie książka. Już na początku uwagę czytelnika zwraca rodzaj narracji, gdyż te same wydarzenia poznajemy z perspektywy trzech osób: pierwszą z nich jest Dirk – jeden z żołnierzy ONZ stacjonujących na terenach byłej Jugosławii, kolejną Romeo Gonzales – sędzia uczestniczący w procesach haskich i ten trzeci Dražen Erdemović sądzony za ludobójstwo. Na początku wszystko wydaje się proste: zbrodnia powinna zostać ukarana, a sprawcy osądzeni. Jednak czy tak naprawdę wiemy kto w tych wydarzeniach jest prawdziwym zbrodniarzem? Srebrenica nie jest pierwszą krwawą i wstydliwą plamą na sumieniu Europy, której zawsze łatwiej przymknąć oczy sprawiedliwości, niż opowiedzieć się po którejś ze stron. Cywile w każdej wojnie powinni być pod szczególną opieką, a zawsze to oni płacą najwyższą cenę za decyzje swoich przywódców!
Przez całą lekturę przyglądamy się zmaganiom naszych bohaterów. Dirk początkowo jest raczej zdystansowany: chce odbyć służbę i wrócić do domu, nie czuje współczucia, ani szacunku do osób, które ma chronić. Dopiero gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, a Serbowie stawiają nowe warunki, przychodzi jakaś refleksja. Cywile, którzy szukali schronienia pod egidą ONZ nie znaleźli tam pomocy, zostali wydani wrogowi i w bestialski sposób zamordowani. Obrzydliwe jest także to, że dowódcy i żołnierze holenderscy za tę misję otrzymali odznaczenia państwowe, a więc uznano ich za bohaterów! Okropne prawda?
Romeo Gonzales to z kolei człowiek małomówny, którego przerażają sędziowie mający wydać wyrok na Erdemovica. Rozgrywki pomiędzy sędziami, chęć wypromowania własnej osoby podczas tego procesu, koneksje polityczne: to wszystko przesłania jedno: sprawiedliwość, której powinniśmy oczekiwać od społeczności międzynarodowej.
Pozostaje jeszcze Dražen Erdemović – oprawca, a jednocześnie ofiara tej wojny, pół Serb, pół Chorwat, brzydzący się gwałtem i przemocą. Jako jedyny w tej opowieści kilkukrotnie staje w obronie słabszych, ale machina wojenna jest silniejsza, a obawa o własne życie mocniejsza niż sumienie. Erdemović zaczyna działać automatycznie, wykonuje rozkazy: gwałci i morduje, by tylko utwierdzić nas w przekonaniu, że na wojnie życie ludzkie nie ma żadnej wartości.
W Srebrenicy Serbowie zamordowali ponad osiem tysięcy bośniackich muzułmanów, a to wszystko stało się przy biernej postawie ONZ. Wojna na Bałkanach pochłonęła wiele setek tysięcy istnień, gwałty, czystki etniczne były codziennością tych ludzi, a żadna ze stron nie była bez winy. Tadeusz Mazowiecki przez okres trzech lat, jako wysłannik ONZ, raportował o czystkach etnicznych na Bałkanach. Po masakrze w Srebrenicy postanowił zrezygnować z tej funkcji, gdyż jak sam powiedział „Uczciwość musi stać ponad pokrętną dyplomacją, w której słowa o obronie praw człowieka przestają cokolwiek znaczyć”. Myślę, że warto przeczytać książkę „Jakby nikogo nie było”, aby zapamiętać, że wojna przynosi tylko ból, cierpienie i strach. Marco Magini w poruszający sposób opowiedział historię o mordzie, w którym zawinili wszyscy, cała ludzkość: jej obojętność, chora nienawiść i umiejętność tłumienia sumienia. Przeczytajmy i wyciągnijmy wnioski, aby takie historie nie miały już w przyszłości miejsca!
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Marco Magini, „Jakby nikogo nie było”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze