Do pewnych spraw podchodzę ostrożnie, ale… wszystkie budzą we mnie ogromną ciekawość i, nie ukrywam, jeszcze większy zapał.
Czuję niedosyt w kwestii informacji o tym, co obecnie powstaje, czy jakie są plany na przyszłość. Wydaje mi się, że media straciły tym zainteresowanie, a niewiele książek z tej tematyki czyta się z pasją równą czytaniu dobrej powieści. Ta jednak wyglądała obiecująco.
Popularnonaukowa książka roku wysokonakładowych magazynów napisana przez cenioną badaczkę i zilustrowana przez rysownika zajmującego się od lat komiksami, a na dodatek polecana przez autora bloga Bad Astronomy miała być zabawna i poszerzająca horyzonty. Przedstawiono w niej rozmaite możliwości rozwoju naszego świata – zarówno te dobre, jak i złe. Czy windy kosmiczne i jądrowe tostery poprawią czy utrudnią nam życie? Będziemy drukować sobie narządy w drukarkach 3D? Co będzie z naszymi mózgami? Na te i wiele innych pytań autorzy próbowali odpowiedzieć. Trochę całkiem poważnie, trochę z dystansem. Jak wyszło?
Książka wygląda na obszerną, jednak ciężka jest tylko fizycznie. Od pierwszych stron czyta się ją łatwo i szybko, bez potrzeby „przelatywania wzrokiem” przez np. zbyt długie przypisy. Prawie ich tam nie było. Duża czcionka ułatwiająca czytanie dobrze współgrała z paroma ilustracjami i podziałem na rozdziały, rozbijającymi tekst. Tych nie było znowuż aż tak wiele, a po prostu w punkt. Obrazki w prostym, komiksowym stylu nie wydały mi się banalne i choć może nie były elementem pierwszej potrzeby, wpasowały się.
Przy każdym rozdziale pojawia się trochę gdybania, jakieś kontrowersyjne pytanie. Takie zabiegi wyszły niczym malutkie silniczki napędzające ochotę na dalsze czytanie. Mimo że przy większości zagadnień powtarzał się schemat (ogólne omówienie, streszczenie historii i skupienie się na tym, co teraz i w przyszłości, z mnóstwem gdybania), nie było nudno. Wręcz przeciwnie!
Naukowe dumanie poparte rzetelnymi faktami bardzo mi się podobało. Umiejętnie dobrane słownictwo sprawiło, że trzymało się to powagi, było osadzone w odpowiednich realiach, a jednocześnie nie przytłaczało. „Jakoś wkrótce” rzeczywiście dostarcza wiedzy; trafiłam w książce na sporo ciekawostek. Osoba zainteresowana tematem, niekoniecznie fachowiec, wyniesie z jej lektury naprawdę wiele. Przez tematy programowalnej materii, umożliwiającej zmianę przedmiotu z jednego w drugi lub nowoczesnych rozwiązań medycznych jak np. „inteligentne leki”, szła Weinersmith z humorem, odważnie. Pozwoliła sobie na trochę żartów, ale żadnemu z tematów nie odbierała powagi. Nie wyśmiewała rozwiązań skazanych na porażkę. Negatywne diagnozy także nie były ponurym wieszczeniem. Polubiłam podejście do nich jako do czegoś wpisanego w nasze życie, z rozsądkiem, lecz bez dramatyzmu.
Po przeczytaniu tej książki zostałam z pewnymi przemyśleniami, paroma refleksjami, ale raczej z nadzieją i optymizmem. Cel, jaki autorzy sobie postawili, jak widać, został w moim przypadku osiągnięty. Wierzę więc, że entuzjaści technologii i nauki, nielubiący nudy i sztampowych tytułów, powinni po „Jakoś wkrótce” wkrótce rzeczywiście sięgnąć.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Kelly i Zach Weinersmithowie, „Jakoś wkrótce”, Insignis, 2020.
Komentarze