W książce „Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą” Catherine Bell zabiera nas w świat jednej z najbardziej znanych pisarek literatury angielskiej. Na szczęście nie próbuje stworzyć z Austen pomnikowej postaci. Pokazuje ją przede wszystkim jako kobietę – młodą, ambitną, ciekawą świata, zakochaną, rozczarowaną i próbującą znaleźć dla siebie miejsce w rzeczywistości, która kobietom oferowała zdecydowanie mniej możliwości niż mężczyznom.
Najbardziej zainteresowało mnie jednak nie samo życie uczuciowe Austen, lecz to, co działo się za kulisami jej pisania. Dzisiaj łatwo zapomnieć, że za książkami, które znamy niemal wszyscy, stała mozolna praca, poprawianie tekstów, czekanie, niepewność i walka o możliwość publikacji. Pamiętajmy, że korekta nie była tak prosta jak dzisiaj i wymagała żmudnego naklejania poprawek, a potem przepisywania całości tekstu. Bell pozwala zajrzeć do tego świata. Obserwujemy powstawanie kolejnych powieści i drogę, jaką musiały przejść, zanim trafiły do czytelników. Nie była ona wcale tak łatwa i oczywista, a przecież mówimy o książkach, które później stały się literackimi klasykami: „Rozważnej i romantycznej”, „Dumie i uprzedzeniu”, „Emmie”, „Opactwie Northanger”, „Sanditon” czy „Perswazjach”. Szczególnie ciekawie czytało mi się te fragmenty, w których wielka literatura okazuje się efektem zwyczajnej, codziennej pracy. Austen nie siedzi przecież na literackim Olimpie. Pisze, poprawia, obserwuje ludzi i wykorzystuje to, co zna najlepiej – relacje, konwenanse, małżeńskie kalkulacje i społeczne absurdy. Swoich bohaterów wzoruje często na osobach, które zna, ale, jak sama podkreśla, w pewnym momencie zaczynają one żyć własnym życiem i wymykają się spod jej kontroli.
Im lepiej poznawałam rzeczywistość, w której żyła Austen, tym bardziej doceniałam jej bohaterki. Kobieta była zależna od rodziny, męża czy braci. Nie mogła swobodnie decydować o swoim majątku, a perspektywa niezależnego życia nie była czymś oczywistym. Nawet nauka pływania potrafiła urastać do rangi przedsięwzięcia wymagającego niemal konspiracyjnych działań, włącznie ze zdobyciem sukni kąpielowej. W takim świecie pisanie własnych historii musiało dawać poczucie sprawczości i częściowej niezależności.
W książce nie mogło oczywiście zabraknąć wątków miłosnych. Tom Lefroy, pierwsze silne uczucie Jane, nie dostał szczęśliwego zakończenia. Później pojawia się jeszcze jeden mężczyzna, o którym wiemy niewiele, a którego życie tragicznie przerywa wypadek. I trudno nie zastanawiać się, ile z tych doświadczeń Austen przemyciła później do swoich powieści. Czy Elizabeth Bennet, Elinor Dashwood albo Anne Elliot są tylko literackimi bohaterkami? A może każda z nich nosi w sobie cząstkę kobiety, która sama musiała pogodzić marzenia z ograniczeniami swojej epoki?
Bell nie daje jednoznacznych odpowiedzi – i dobrze. Zamiast tego pozostawia przestrzeń do własnych interpretacji. Jej narracja jest spokojna, niespieszna, chwilami wręcz staroświecka. Początkowo potrzebowałam trochę czasu, żeby wejść w ten rytm, ale później uznałam, że dobrze pasuje on do opowieści o Austen. Nie jest to książka pełna sensacyjnych odkryć i gwałtownych zwrotów. To raczej literatura do smakowania i powolnego odkrywania. Trudno nie pamiętać, że materiałów dotyczących prywatnego życia Austen zachowało się stosunkowo niewiele, a część jej korespondencji została zniszczona przez rodzinę, co ewidentnie ma wpływ na treść.
Słabością całości jest sposób prowadzenia narracji. Momentami tempo jest zbyt wolne, a niektóre partie opowieści mogłyby zostać skrócone. Czytelnik nastawiony na dynamiczną biografię może poczuć znużenie. Mnie również zdarzało się czekać, aż historia ruszy nieco szybciej. Z drugiej strony trudno odmówić Bell konsekwencji – jej sposób narracji tworzy określony klimat i pozwala lepiej poczuć epokę.
Najbardziej zostało ze mną pytanie, czy pisanie może być formą wolności. W przypadku Jane Austen chyba rzeczywiście tak było. Skoro rzeczywistość wyznaczała jej granice, na papierze mogła je przesuwać. Mogła tworzyć kobiety, które miały własne zdanie, wybierały miłość, odrzucały konwenanse i próbowały decydować o swoim losie.
„Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą” nie jest wyłącznie opowieścią o słynnej pisarce. To także historia o tym, jak z osobistych doświadczeń, obserwacji i niespełnionych pragnień może powstać literatura, która przetrwa pokolenia. Po tej książce mam ochotę wrócić do Austen. Tym razem jednak będę czytać ją trochę inaczej. Zastanawiając się, ile z Jane kryje się pomiędzy wierszami jej powieści.
Anna Wasyliszyn
Catherine Bell, „Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2026.
Komentarze