Jeśli na którekolwiek pytanie odpowiedziałaś „tak”, to z pewnością książka jest dla Ciebie. Jednak według mnie istnieje znacznie więcej powodów, dla których warto sięgnąć po tę pozycję. ,,Japońskie słodycze” Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek to niezwykle wciągająca, kompleksowa, pełna fachowych informacji lektura, w której nie tylko poznajemy przeróżne japońskie smakołyki, ale otrzymujemy również zastrzyk potrzebnej wiedzy, aby móc w pełni zrozumieć kunszt japońskiego cukiernictwa oraz rolę jaką odgrywały i nadal odgrywają słodycze w kulturze Japonii.
Autorka krok po kroku wprowadza nas w temat, nie rzucając czytelnika od razu na głęboką wodę, daje mu pewien margines swobody, aby ten sam się domyślił albo sobie dopowiedział to, czego brakuje.
Pierwszy rozdział opisuje po krótce historię słodyczy w różnych regionach świata. Przedstawia ich rozwój, znaczenie oraz funkcje. Pokazuje również jak położenie geograficzne czy zachowania społeczne mogą wpływać na kulturę kulinarną danego kraju, w tym determinować nasze upodobnia smakowe. Dzięki temu widzimy jak bardzo inne może być pojęcie ,,słodyczy” dla różnych kultur. Zaczynamy zdawać sobie sprawę jak wielką metamorfozę przeszły słodkości, zanim przybrały kształt, jaki znamy obecnie.
Oprócz tego dostajemy całą masę innych, interesujących informacji. Dla przykładu, sporym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że smak ostry odczuwamy przez receptory bólowe, a nie smakowe. Ciekawe, prawda?
Kolejne rozdziały przedstawiają historię japońskich słodyczy od najdawniejszych dziejów po czasy współczesne. Jednak nie jest to krótkie sprawozdanie wypełnione nudnymi, zdawkowymi informacjami, a pełna ciekawostek opowieść, która wciągnie każdego. Autorka zadała sobie trud, by połączyć wszystkie kropki tak, by tworzyły spójną całość, nie pomijając niczego, co mogłoby być istotne dla danego produktu czy zagadnienia.
Dodatkowo dostajemy to w bardzo pięknym wydaniu wypełnionym zdjęciami, od których ma się ochotę od razu wsiąść w samolot i lecieć do Japonii, by spróbować choć trochę z tych wszystkich słodkości. Dla łasuchów, którzy chcieliby sami spróbować swoich sił w przygotowywaniu japońskich słodkich specjałów, jest dodatkowy bonus. Na samym końcu książki znajduje się kilka prostych przepisów dostosowanych do kuchni polskiej, co uważam za bardzo miły dodatek, z którego na pewno skorzystam.
Jako osoba, która już dość długo interesuje się Japonią, byłam zaskoczona, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem, a jak wiele rzeczy dowiedziałam się dzięki tej lekturze. Ponadto myślę, że każdy, kto jest ciekawy świata, będzie miał co odkrywać.
Izabela Guszkowska
(izabela.guszkowska@dlalejdis.pl)
Magdalena Tomaszewska-Bolałek, „Japońskie słodycze”, Wydawnictwo Hanami, Warszawa 2013 r.
Komentarze