„Jaśki” - lektura tylko dla dzieci?

Recenzja książki Jaśki.
„Jaśki” trudno przypisać do konkretnej grupy czytelników.

Nie wiadomo, czy to powieść przygodowa dla kilkulatków, poradnik dla nastolatków, pt. „1000 sposobów na to, by coś zepsuć, zniszczyć i wkurzyć rodziców”, czy też lektura odstraszająca tych, którzy planują mieć wielodzietną rodzinę? Niektórzy twierdzą, że jest śmieszna, inni, że irytująca niezrozumiałym dla każdego francuskim poczuciem humoru. Kopia „Mikołajka” czy powieść autobiograficzna?

Po sukcesie przygód zwariowanego chłopca Mikołajka autorstwa Rene Goscinny`ego i Jean Jacques`a Sempe, nic dziwnego, że zaczęły pojawiać się kolejne postaci, porównywane właśnie z tym dziecięcym bohaterem. Tak też i jest w przypadku „Jaśków”. Nie wiemy, skąd pomysły na powieść czerpał Vignod. Być może to powieść autobiograficzna, bo autor podobnie jak jego sześciu Janów, bohaterów książki, miał pięciu braci. On również z całą rodziną dzieciństwo spędził w Cherbourgu, a następnie tak samo jak Jaśki, przeprowadził się do Toulonu. Mama Jean-Phillipe`a nie pracowała zawodowo, poświęcając swój czas na wychowanie synów, a ojciec był lekarzem, czyli dokładnie tak jak to było w domu, opisanym w książce. Wiele więc łączy historię życia autora „Jaśków” z jego bohaterami i tu można domniemywać pomysłów i wzorców.

Nie można też jednak, nie dopatrywać się wyraźnych podobieństw pomiędzy Jaśkami, a Mikołajkiem. Podobny styl zwariowanych, niekiedy absurdalnych historyjek, niezwykła wyobraźnia chłopców wikłających się w najbardziej nieprawdopodobne sytuacje, podobny wiek i moda na ulubione powiedzonka oraz wyrozumiała mama i ekscentryczny tata, nie do końca radzący sobie z rzeczywistością i nadpobudliwym synem. I choć u Arrou-Vignoda Jaśków jest sześciu, a u Goscinny`ego tylko jeden Mikołajek, to nie zapominajmy, że miał on swoją paczkę kumpli, dorównującą braciom. Alcest, Euzebiusz, Gotfryd, Ananiasz, Rufus czy Kleofas, to zgrana drużyna, która niejedną rozróbę potrafiła zrobić. Podobny jest też w obu książkach podział na złe i nielubiane przez zięciów teściowe, a także ukochanych i zabawnych dziadków lub stryjków.

Czy są podobieństwa, czy też można się ich tylko dopatrywać, nie zmienia to faktu, że na naszym rynku wydawniczym pojawiła się kolejna powieść, skierowana do całych rodzin. I tak jak w przypadku innych, takich jak np. „Harry Potter”, zastanawiające jest, ile taki rodzaj lektury wniesie do edukacji i rozwoju dzieci, zaczytujących się takimi książkami dużo chętniej, niż polecanymi przez Ministerstwo Edukacji. „Jaśki” to pozycja pełna gotowych pomysłów dla młodzieży pt., „jak wkurzyć rodziców”, czy „1000 niezawodnych sposobów na to, jak coś zniszczyć i zepsuć”. Pełna opisów pyskówek, kłótni, walk, skarżenia czy sposobów na oszukanie rodziców. Nie chciałabym, żeby wkradły się tu elementy zbyt moralizatorskie, bo przecież to książka przygodowa, zabawna, szczera, no i najważniejsze, że dzieci chętnie ją czytają (że w ogóle czytają), ale czy jest ona skierowana właśnie do tego najmłodszego pokolenia? Czy to jest lektura aby na pewno dla naszych dzieci, ucząca je jak radzić sobie we współczesnym świecie? Warto przeczytać i samemu zdecydować.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Jean Phillipe Arrou-Vignod, “Jaśki”, Znak, Kraków 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat