„Jaskiniowiec” Jorn Lier Horst - recenzja

Recenzja książki „Jaskiniowiec”.
„Jaskiniowiec” to lektura fascynująca pod kątem kryminalnym i przerażająca w aspekcie społecznym. Lektura, gdzie każdy znajdzie powód do refleksji nad własnym życiem oraz rozrywkę na długi wieczór.

Po czterech miesiącach od śmierci znaleziony zostaje sąsiad policjanta Williama Wistinga i jego córki, dziennikarki Liny. Oboje dotykają tej sprawy z dwóch różnych powodów – obowiązku zawodowego oraz śledztwa dziennikarskiego. Choć żyją pod jednym dachem, to jednak obojgu wydaje się, że druga osoba jest zbyt zajęta swoimi obowiązkami, aby można było rozmawiać o pracy. O tym, jak bardzo się mylą, przekonają się dopiero wówczas, gdy tekst Liny będzie zmierzał ku zakończeniu, zaś śledztwo Williama rozrośnie się do międzynarodowych i obejmujących kilkadziesiąt lat rozmiarów.

Według amerykańskich kryminologów specjalizujących się w dochodzeniach przeciw seryjnym mordercom, „jaskiniowiec” to psychopatyczny, wielokrotny przestępca podszywający się pod inną osobę. Znajduje on człowieka, który nie jest istotny dla społeczeństwa – może nie mieć rodziny, przyjaciół, nie móc chodzić do pracy – i morduje go, wcielając się jednocześnie w jego rolę. O takim człowieku jest właśnie opowieść Jorna Liera Horsta „Jaskiniowiec”, która nie przypomina swoją formułą żadnej innej opowieści kryminalnej dziejącej się w Norwegii. Nie spotykamy wyidealizowanych policjantów, którzy są mistrzami dedukcji na miarę Sherlocka Holmesa. Nie widzimy krainy mlekiem i miodem płynącej, w której każdy obywatel jest ceniony i żyje na wysokim poziomie. Dlatego właśnie „Jaskiniowiec” tak do nas przemawia – w końcu pokazuje świat odarty ze stereotypowego ideału Skandynawii.

Jorn Lier Horst nazywany został przez dziennikarzy i krytyków „nowym Jo Nesbo”. Nie lubię jednak porównywać twórczości autorów tylko według tego, że piszą w tym samym gatunku oraz pochodzą z tego samego regionu. Horst kryje w swojej książce trudny do oderwania się wątek, który w istotny sposób wpływa na odbiorcę, nie pozwalając mu odejść nawet na chwilę od lektury. Wraz z doskonałym, płynnym językiem narracji przenosimy się za autorem do chłodnej Norwegii, gdzie w środku zimy prowadzimy dwa równoległe, acz teoretycznie zupełnie niepołączone dochodzenia. Dzięki temu możemy identyfikować się z bohaterami albo po prostu śledzić z zapartym tchem ich odkrycia, podziwiając zarówno sprawność dziennikarskiego śledztwa, jak i zasadniczość policyjnego dochodzenia.

Choć bez wątpienia książka Horsta to doskonała literatura kryminalna, to jest w niej coś jeszcze, o czym nie wspominają żadne opinie. Lektura ta stanowi doskonałe studium społeczeństwa norweskiego, w którym autor dostrzega jeden z najbardziej palących i niszczących ludzi problemów – samotność. Przekrada się ona pod ścianą w każdym pokoju, do którego trafiamy w akcji książki, oraz zostawia ślady na śniegu każdego miejsca zbrodni. Mimo tego, że wszyscy ją dostrzegają, to i tak do niej będzie należało ostateczne słowo.

„Jaskiniowiec” to majstersztyk gatunku – książka o dwutorowej akcji, wielowątkowa, zaskakująca swoimi odkryciami, a jednocześnie… smutna. Choć to przestępcy poszukujemy wraz z policjantem Williamem Wistingiem, to jednak podążamy również tropem dziennikarskiego śledztwa jego córki, Liny. I to właśnie zakończenie książki, wyeksponowane na podstawie tego, co Lina chciała udowodnić przez całą lekturę – zasmuca nas i zmusza do refleksji. Co jest tym zakończeniem? Sprawdźcie sami – naprawdę warto.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Jaskiniowiec, Jørn Lier Horst, Smak Słowa 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat