Jedni giną w mroku, drudzy za dnia

Recenzja książki „Ciemnorodni”.
Wyobraź sobie świat, w którym żyją obok siebie istoty panujące jedynie przez połowę dnia – jedne w mroku, drugie w jasnym świetle. Czy taki układ pozwoli na bezkonfliktowe życie obok siebie?

Alison Sinclair podzieliła swoją powieść pomiędzy dwa, całkowicie odmienne światy. Jednym z nich władają Ciemnorodni. Żyją oni jedynie w świetle księżyca, chowając się przed morderczym słońcem jeszcze przed nadejściem świtu. Nie tolerują magii, ani wszystkiego co magiczne. Za to pasjonują się mechaniką, przemysłem i wszelkimi nowinkami technologicznymi. Ciemnorodni są ślepi. Poruszać mogą się za pomocą sonu – rozchodzącego się jak fala po całej przestrzeni. Ród żyjący w mroku może w ten sposób nie tylko oceniać odległości, rozpoznawać istoty, ale także przypatrywać się każdemu szczegółowi.

Z drugiej strony żyją Światłorodni. Dla Ciemnorodnych już samo utrzymywanie z nimi kontaktów jest ujmą. Balthasar Haerne, jedna z głównych postaci, nie broni się jednak przed przyjaźnią z jedną ze Światłorodnych – żyjącą za papierową ścianą zabójczyni Floria. Życie spokojnego Ciemnorodnego o medycznym zamiłowaniu całkowicie zmieni się, gdy tuż przed świtem zapuka do niego brzemienna, stara znajoma. Wizyta ta sprowadzi na niego całe pasmo nieszczęść, stających się motorem akcji całej powieści.

„Ciemnorodni” to pierwsza część trylogii Zrodzeni z Mroku. Alison Sinclar wprowadza w niej wiele niezwykłych wątków. Autorka starała się zbudować tajemniczy świat, rządzący się swoimi prawami, lecz bazujący na znanym nam świecie arystokracji. Z pewnością na korzyść powieści przemawiają wyjątkowe szczegóły, jak wspomniany wcześniej son. Sinclair świetnie wymyśliła, iż wśród arystokracji puszczenie silnego sonu może być interpretowane jako nieeleganckie. To jakby przyrównać son do naszego ludzkiego gapienia się na osoby dobrze urodzone.

Pomysł świeży i interesujący. Faktem jest jednak, że powieść nie wciągnęła mnie. Na początku jest ona wielowątkowa i trudno połapać się w postępującej akcji. Użyty język i powolne występowanie po sobie zdarzeń nie pozwoliły mi całkowicie żyć akcją. Nie uwierzyłam bohaterom, a zdarzenia nie wzbudzały moich emocji – nawet w takich momentach jak krwawa bijatyka czy obrona nowonarodzonych dzieci. Może to kwestia prowadzenia fabuły, może tłumaczenia, a może niejednorodnego przyspieszania akcji?

Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)

Alison Sinclair, „Ciemnorodni”, Bellona, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat