Sięgając po „Kobietę, której nikt nie znał” spodziewałam się ciekawej historii, tak po prostu. Nie spodziewałam się jednak zupełnie takiej sieci kłamstw, półprawd i niedomówień, jaką na czytelnika zarzucił Chris Pavone. Wyplątywanie się z niej zajmuje całą lekturę, bo nawet jeśli gdzieś w trakcie książki przez chwilę zuchwale pomyślisz, że już wiesz, o co w tym wszystkim chodzi, okazuje się, że nie jesteś bliżej rozwiązania niż w momencie, gdy rozpoczynałeś tę książkę.
Kate Moore prowadzi podwójne życie. Jest matką dwóch uroczych chłopców i żoną dość nudnego, zwykłego informatyka, ale w pracy przeistacza się w wyszkoloną agentkę CIA. O jej karierze zawodowej nie wie nikt, a już z całą pewnością nie mąż. Pewnego dnia postanawia rzucić swoją pracę i wraz z mężem przeprowadzić się do Luksemburga, by mógł on tam podjąć pracę przy tworzeniu zabezpieczeń bankowych. Kate ma pewne problemy z zaaklimatyzowaniem się w nowym środowisku, a poza tym instynkt podpowiada jej, że nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. Wkrótce okazuje się, że nikomu nie można ufać i że nikt (włączając ja samą) nie jest tym, za kogo się podaje. Kate na własną rękę rozpoczyna więc grę o przyszłość swoją i swoich dzieci.
Fabuła książki z pewnością nadawałaby się na scenariusz hollywoodzkiej produkcji. Jednak Chris Pavone potrafił wciągnąć czytelnika nie tylko samym pomysłem na tą historię, ale także sposobem narracji. W „Kobiecie, której nikt nie znał” w zawrotnym tempie przeszłość miesza się z przyszłością i teraźniejszością. Sporo czasu zajmuje już samo rozpracowanie, w którym momencie wydarzeń się w tej chwili znajdujemy, nie wspominając już o odkrywaniu kolejnych kłamstw, którymi raczą się wzajemnie bohaterowie. Przez to książka ma mroczny klimat, na który składają się nie tylko aktualne wydarzenia, ale też wzajemne oskarżenia i motywy, jakimi kierują się bohaterowie.
Napięcie utrzymuje się przez całą powieść. Choć może się wydawać, że autor na początku potraktował czytelnika ulgowo, zdradzając mu kilka szczegółów, szybko można się przekonać, że jest to jedynie zaproszenie do wspólnej gry. Gry, w której do samego końca należy trzymać w rękawie swojego asa.
A ze względu na pomieszanie wątków i akcję, w której nawet najbardziej epizodyczne sceny mogą mieć kluczowe znaczenie dla zrozumienia całej historii, zdecydowanie odradzam czytanie tej książki na raty. Po „Kobietę, której nikt nie znał” należy sięgnąć dopiero wtedy, gdy mamy przed sobą perspektywę spokojniejszych dni, które można przeznaczyć całkowicie na lekturę.
„Kobietę, której nikt nie znał” Chrisa Pavone polecam zdecydowanie wszystkim, którzy oczekują od książki niebanalnej rozrywki w ciężkim klimacie. Suspens, jaki serwuje nam na koniec autor, z pewnością nie rozczaruje.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Chris Pavone, „Kobieta, której nikt nie znał”, Warszawa, Muza SA 2013
Komentarze