„Jej ostatni oddech” – recenzja

Recenzja książki „Jej ostatni oddech”.
„Zorganizowani zabójcy bardzo się starają zginąć w tłumie, prowadzić z pozoru ustabilizowane życie. Nie zabijają z pasji czy ze złości. Są metodyczni i inteligentni.”

Fanką kryminałów byłam od zawsze. Pamiętam swoje pierwsze książki z tego gatunku, które czytałam będąc nastolatką. Pamiętam również odczucia towarzyszące tym lekturom – nietypową mieszankę strachu i zaciekawienia; pulsującej w żyłach adrenaliny.  Skłamałabym, gdybym powiedziała, że „Jej ostatni oddech” nie wywołał we mnie dobrze mi znanych, młodzieńczych odczuć.

Detektyw Tracy Crosswhite rozpoczyna kolejne trudne dochodzenie, które stawia na nogi całe Seattle. W tanich motelach mordowane  są kolejne tancerki erotyczne z klubu Pink Palace. Schemat ich morderstw wygląda tak samo. Wszystkie kobiety są wiązane grubymi sznurami „w kołyskę” (co powoduje uduszenie), sprawca nie uprawia z nimi seksu, nie zostawia nigdzie swoich śladów, ale…. zawsze składa ich ubrania w kosteczkę na idealnie pościelonym łóżku. Jakby tego było mało, pani detektyw natrafia na rozwiązaną już sprawę sprzed dziesięciu laty, która wygląda identycznie jak obecne. Ambitna Tracy musi zmierzyć się z tym niełatwym zadaniem i skonfrontować się nie tylko z wyrafinowanym mordercą, ale także z nieprzychylnym i nadętym szefem oraz kimś, kto ją nieustannie śledzi…

W czasie śledztwa wzrasta ilość podejrzanych; rośnie też presja mediów oraz przełożonych, którzy chcą szybkiego załatwienia sprawy, nie zdając sobie sprawy, że jakikolwiek błąd może sprawić, że prawdziwy zabójca pozostanie na wolności. Autor jest mistrzem w snuciu przypuszczeń i skutecznie odwraca uwagę od właściwych tropów. Grając z czytelnikiem i wpuszczając w kolejne ślepe uliczki tak naprawdę angażuje go coraz bardziej w dynamicznie rozwijającą się fabułę. Czytając „Jej ostatni oddech” czułam narastające napięcie, niepokój i nie mogłam się doczekać, kto okaże się „Kowbojem” z Seattle.

W powieści na uwagę zasługuje też pogłębiony portret psychologiczny bohaterów. Nie są to postacie jednowymiarowe. Każda z nich jest dopracowana; ma swoje motywy, cele i doświadczenia, które ukształtowały ją tak a nie inaczej. Na szczególną uwagę zasługuje postać detektyw Crosswhite, która pokazuje, że płeć piękna też potrafi nieźle namieszać. Tracy przełamuje stereotyp zlęknionej, niepewnej siebie kobiety, ukrywającej się za stertą garów i majtek do prania.

Powieść jest fantastyczna i polecam ją każdemu, kto szuka w literaturze połączenia inteligentnej fabuły, wyrazistych postaci oraz perfekcyjnie skonstruowanej zagadki. „Jej ostatni oddech” to pierwsza powieść Roberta Dugoni, którą miałam przyjemność przeczytać. Z pewnością sięgnę po pierwszą część z serii o detektyw Crosswhite pt. „Grób mojej siostry”.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Robert Dugoni, „Jej ostatni oddech”, wyd. Albatros, Warszawa, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat