Ona – nieustannie próbująca związać koniec z końcem, samotna matka wychowująca rezolutną czterolatkę. On – człowiek sukcesu, autor poczytnych reportaży, otoczony wianuszkiem wiernych fanów. Ich pierwsze spotkanie jest dość przypadkowe i z pewnością nie zapowiada przyjacielskiej (albo chociaż profesjonalnie życzliwej) relacji. Jednak dla desperacko poszukującej pracy Violet nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia. Ba, Peter Barnidge ewidentnie ją lekceważył, a to trochę za mocno zabolało jej ambicję. Opracowuje więc śmiały plan zmuszenia Petera do zaproponowania jej pracy. I co może pójść nie tak?
„Jej sekret” Penelope Bloom to piąta z serii niewielkich objętościowo komedii romantycznych. Choć opowieści te cieszyły się sporą popularnością i miały bardzo zauważalną promocję, do tej pory nie sięgnęłam po żadną książkę z tej serii. Aż do momentu, w którym w moim domu pojawił się „Jej sekret”.
Podchodziłam więc do tej historii bez żadnych oczekiwań, choć jednocześnie spodziewałam się, co mogę od niej otrzymać. A jednak, choć to pełnowymiarowy romans, udało jej się mnie zaskoczyć.
W fabułę, już od pierwszych stron wchodzi się szybko i bezboleśnie. Od razu czuć, że książka ma przede wszystkim dostarczyć rozrywki i nie zmęczyć czytelnika. Od początku docenić można lekkie pióro i uroczą zdolność do opowiadania historii Penelope Bloom. Nie spodziewałam się jednak, że ta niewinna opowieść okaże się być naładowana taką ilością poczucia humoru! Nie raz i nie dwa nie mogłam się powstrzymać od głośnych wybuchów śmiechu, często po sarkastycznych ripostach, jakimi obdarowywali się główni bohaterowie. Penelope Bloom idealnie wpasowała się w moje poczucie humoru. Chwała jej za to, że nie stworzyła bohaterki wzorowanej na bajkowych księżniczkach, tylko kobietę, która naprawdę potrafi się odgryźć i zawalczyć o swoje. Dodatkowo czuć, że to książka współczesna, ale jednocześnie nie jest bardzo wulgarna, co prawdziwie mnie ucieszyło.
„Jej sekret” to komedia romantyczna, więc od razu wiadomo, jak ta opowieść się skończy. Jednak warto spędzić z bohaterami ten czas, naprawdę się relaksując. Choć w drugiej połowie narracja wytraca trochę swój humorystyczny rozpęd na rzecz klasycznego romansu, to jednak i tak trudno byłoby rozstać się z tymi bohaterami.
To piąta część serii, ale można ją przeczytać bez znajomości wcześniejszych czterech. Autorka stworzyła swoje własne universum, w którym poznajemy pary, opisane w poprzednich częściach. Tu są postaciami drugoplanowymi, jednak na tyle wyrazistymi, że aż chce się poznać ich perypetie bliżej.
„Jej sekret” jest niewielkich rozmiarów, dzięki czemu łatwo jest spakować ją w torebkę i zabrać ze sobą na plażę czy w podroż. Zdecydowanie przy tej lekturze czas szybko mija. I choć zupełnie się tego nie spodziewałam, zaczynając tę lekturę, już wiem, że na mojej liście książek do kupienia znajdą się cztery poprzednie części tej serii.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Penelope Bloom, „Jej sekret” ,Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2020
Komentarze