Ostatnio mam szczęście do powieści, których akcja toczy się w latach PRL-u. Może „szczęście” jest tu trochę niefortunnym słowem – ja po prostu uwielbiam powieści w tym klimacie. Swego czasu zaczytywałam się w sadze Edyty Świętek pt. „Spacer Aleją Róż”, następnie w „Grzechach młodości”, a ostatnio, zakochałam się w „Fatalnym zauroczeniu” Elżbiety Gizeli Erban.
Teraz przyszedł czas na serię „Duchy minionych lat” Joanny Jax, pisarki, której powieści darzę ogromnym sentymentem i bezgraniczną miłością. Książki tej autorki mają to do siebie, że je się po prostu przeżywa i często mam wrażenie, że to nie ja czytam powieść, ale… powieść czyta mnie. Wiem, że to dziwne, ale bohaterowie są tak realistyczni; tak bliscy nam w swoich słabostkach i podejmowanych (często z pominięciem logiki) decyzjach, że chcąc nie chcąc, identyfikujemy się z nimi; że razem z nimi (a może nawet będąc nimi) przeżywamy wzloty i upadki, radości i smutki; czujemy gorycz porażki i słodki smak sukcesu.
„Jesienne pożegnanie” to trzeci tom sagi, który przenosi nas w lata 1978-1980. Sytuacja społeczno – gospodarcza i polityczna na świecie i w Polsce pogarsza się. Kraj pod rządami Edwarda Gierka pogrążył się w chaosie lub – jak to mawiała moja babcia – tkwił w głębokiej komunie. Drożyzna, permanentne kolejki do sklepów po podstawowe artykuły spożywcze i brak zaopatrzenia powodują, że narasta społeczne niezadowolenie. Władza obawia się ogólnonarodowego sprzeciwu tym bardziej, że na papieża (po raz pierwszy od 455 lat!) wybrano właśnie Polaka – Karola Wojtyłę. Dla rodaków tkwiących w oceanie beznadziei, to wydarzenie okazuje się przysłowiową brzytwą, ale i wielką nadzieją na odmianę losu.
Zdarzenie to, podobnie jak liczne protesty w zakładach pracy i wreszcie strajk generalny w Stoczni Gdańskiej stały się tłem powieści i nie ominęły bohaterów znanych nam z poprzednich części (m.in. z „Letniego przesilenia”). Karol Lewin – oddany partyjnej ideologii funkcjonariusz SB – ma ręce pełne roboty i choć pragnie stworzyć on idealny związek, nie wszystko idzie po jego myśli. Kinga zmaga się z uczuciami do Łyszkina, a Krzysztof z Eulalią, mimo wyjątkowo niesprzyjających okoliczności, starają się uporządkować wszystkie swoje sprawy. Zostaje jeszcze Kostek, u którego wszystko przewróci się do góry nogami i Grzegorz nie mogący zapomnieć o toksycznej Amelii.
Po zamknięciu książki mogę powiedzieć, że była to dla mnie niezwykła podróż – nie tylko w głąb historii naszego kraju, ale przede wszystkim w podróż w głąb ludzkich serc i dusz, często cierpiących, zbolałych, nie potrafiących się podnieść po stracie. W tym tomie, dużo bardziej nich w poprzednich, można wyczuć rosnące napięcie oraz wielką kumulację uczuć i emocji zwiastującą równie emocjonujący koniec.
Joanna Jax, co wielokrotnie wspominałam, jest w moim odczuciu pisarką „ludzkich serc”. Powieści wychodzące spod jej pióra są niezwykle realistyczne i po ich odłożeniu nie mogę odegnać od siebie wrażenie, że te postacie, o których pisała, naprawdę istniały. Co więcej, nie są to bohaterowie cukierkowi, czarno – biali. Oni są różni. Po prostu. Znajdziemy wśród nich dobrych i uczciwych ludzi, tych życiowo zagubionych, tych połamanych moralnie i naznaczonych ciężkimi doświadczeniami, jak i wyjątkowo paskudne czarne charaktery. Również cała akcja osadzona gdzieś w historii sprawia, że mimowolnie się ją zapamiętuje. Uważam, że autorka wykonała kawał fantastycznej i rzetelnej pracy, a co najważniejsze – tej historii stara się nie przekłamywać. Z całej sagi wybrzmiewa jednak przesłanie, że nieważne czy nasza ojczyzna znajduje się w rękach okupantów ze Wschodu czy z Zachodu, ale jest naszą ojczyną. Domem, o który trzeba walczyć i domem, w którym mimo wszystko można odzyskać spokój.
Wielu mamy fantastycznych autorów – wielu z nich jest cenionych do tego stopnia, że na podstawie ich dzieł powstają seriale, filmy, a ich dzieła tłumaczone są na zagraniczny rynek. Zastanawiam się, dlaczego nikt nie pokusi się o próbę ekranizacji „Duchów minionych lat” czy „Dziedzictwa von Becków”? Przecież to byłyby hity, które zdeklasowałyby te mdłe seriale o niczym, gdzie jeden jest podobny do drugiego. Jestem przekonana, że na małym ekranie Joanna Jax odniosłaby sukces porównywalny do tego, który odniosła Ałbena Grabowska ze swoim „Stuleciem Winnych”.
„Jesienne pożegnanie” to powieść piękna i trudna, która porusza nie tylko ważne dla nas, Polaków, wydarzenia, ale przede wszystkim to powieść zmuszająca nas do refleksji nad kondycją człowieka i ludzką naturą wpisaną w bieg dziejów. To pełna i poruszająca historia o nadziei, uporczywym trwaniu, odwadze, ale też o miłości, cierpieniu i wybaczeniu. Jestem przekonana, że książka umili wam kilka jesiennych, długich wieczorów (lub leniwych poranków). Polecam!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Joanna Jax, „Jesienne pożegnanie”, Videograf, Chorzów, 2021.
Komentarze